Ostatnio miałem okazję spotkać się z Komkiem — redaktorem naczelnym magazynu Komoda & Amiga. Wpadł do mnie pewnego popołudnia i jak to zwykle bywa… skończyło się na długich rozmowach o starych czasach, grach i retro sprzęcie 😊
Przy okazji nagraliśmy aż trzy odcinki. Ten, który widzicie poniżej, to rozmowa o tym, co nowego pojawi się w nadchodzącym numerze K&A plus, a także kilka ciekawostek i zakulisowych historii z życia redakcji.
Komek zdradził trochę szczegółów na temat jubileuszowego, 30. numeru magazynu oraz opowiedział o nowych i aktualnych wydaniach gier związanych z Komodą i Amigą.
Nie mogło też zabraknąć grania — w moje ręce trafiła gra RoboGems, którą od razu sprawdziliśmy w praktyce. Prosta zasada, rywalizacja na czas i zbieranie klejnotów, ale przy tym naprawdę sporo emocji i dobrej zabawy. Takie gry pokazują, że retro wciąż żyje i potrafi wciągnąć na długie minuty.
W kolejnych materiałach pojawią się jeszcze dwa odcinki z naszego spotkania — jeden poświęcony grom od widzów na Amigę, a drugi wspólnemu przeglądowi 29. numeru magazynu Komoda & Amiga.
Jeśli interesują Was kulisy powstawania magazynu, nowe wydania gier i trochę retro klimatu — zapraszam do oglądania 👇
Jak zawsze — dzięki, że jesteście, oglądacie i wspólnie wracamy do tych klimatów.
Gra została wydana 2 razy na różne platformy 8 bitowe (Commodore 16, Plus/4, Commodore 64, Amstrad CPC, MSX) i przede wszystkim na ZX Spectrum 48k i 16k.
I nie było by w niej nic niezwykłego gdyby nie zapowiedzi pierwszego wydawcy gry, że za kwotę 8,75GBP gracze otrzymają grę razem z kierownicą nazwaną "Spirit Steering Wheel", która to miała oddawać większy realizm jazdy. Kierownica oczywiście nigdy nie trafiła do użytkowników, no może z kilkoma wyjątkami. Redakcja Crasha o dziwo dostała jeden jej egzemplarz który został momentalnie wyśmiany i określony mianem żółtej popielniczki czy też zakrętki od słoika.
Tematem zainteresowała się policja, gracze pisali listy do redakcji różnych pism, dodatkowo nagłaśniając sprawę. Ale to wszystko na nic. Grę wydało (nie wiem po co) ponownie Mastertronic i we wkładce kasety możemy przeczytać poradę jak samodzielnie wykonać taką "kierownicę" przy użyciu pudełka po taśmie klejącej. Śmiech na sali. Tak przygotowany kontroler kładziemy na górnym rzędzie klawiszy ZX Spectrum'a, kręcimy i cieszymy się dodatkowymi wrażeniami z jazdy.
Gra totalnym crapem może i nie jest ale wkurza przede wszystkim brak animacji kabiny kierowcy. Ręce na kierownicy nawet nie drgną. Mamy 10 odwzorowanych, prawdziwych torów (1 na ZX 16k), do wyboru automatyczną lub manualną skrzynię biegów i mokrą bądź też suchą nawierzchnię. Żeby przejść do właściwego wyścigu musimy ukończyć rundę kwalifikacyjną. Jak ją ukończymy to ścigając się z przeciwnikami, jedno muśnięcie i zaczynamy kwalifikacje od nowa. Słabe to jest, a gra do łatwych nie należy.
Samoróbką "kierownicy" grać się nie da, tą oryginalną której nie ma - pewnie też nie. Ot tak, taka ciekawostka. Gra została raczej słabo oceniona albo średnio słabo z czym się w zupełności zgadzam.
Moja ocena: 3,5/10 (no może 1 dodatkowy punkt za tą "kierownicę" bo to jednak ciekawostka).
Dzisiaj chciałem Wam zaprezentować drugą część przygód dzielnego słonika CJ`a. Akcja tym razem dzieje się w USA, gdzie ratujemy naszą słonią rodzinę, schwytaną przez złych myśliwych i porozrzucaną w różnych miejscach stanów zjednoczonych.
Jest to kolejna świetna platformówka wydana w 1991 roku przez Codemasters`ów, zaprojektowana tak jak wcześniej przez Genesis Software.
Piękna graficznie, bardzo grywalna, no może troszkę mniej niż poprzednia część ale na pewno trzyma poziom. No może muzyka trochę nie trzyma tego poziomu i poziom jest wysoki ale trudno.. zresztą sprawdźcie sami.
Podrzucam trochę screen`ów, a jak Was zainteresuje to jeszcze poniżej link do moich zmagań z grą i tego jak się do niej przekonywałem. W materiale prezentuję też dla porównania poprzednią część.
Mały słoń wydostaje się z klatki znajdującej się na pokładzie lecącego samolotu. Znajduje parasol i wyskakuje z samolotu. Ląduje gdzieś we Francji skąd chce się dostać z powrotem do Afryki... Na szczęście nie spędzi reszty życia w londyńskim zoo...
Chciałem zainteresować Was świetną platformówką wydaną w 1991 roku przez Codemasters na Commodore 64 i nie tylko - CJ’s Elephant Antics. Pomagamy małemu słoniowi o imieniu Columbus Jumbo wrócić do Afryki gdzie został schwytany skąd miał być przetransportowany do londyńskiego Zoo.
Piękna grafika i dźwięk, bardzo ciekawe i zróżnicowane lokacje, począwszy od Francji i wieży Eiffla po której skaczemy, przez Szwajcarię, egipskie piramidy, by na końcu odwiedzić afrykańską dżunglę.
Grę stworzyła firma Genesis Software, tylko za wersję na ZX Spectrum był odpowiedzialny inny developer - Big Red Software.
Gra jest bardzo podobna do tytułu DJ Puff wydanego rok później również przez „mistrzów kodu”. Choć trudna, jest bardzo przyjemna. Pod poniższym linkiem możecie obejrzeć moje zmagania z dwoma pierwszymi levelami. Ale zachęcam Was bardzo do zagrania w ten tytuł.
Puff jest DJ-em i do tego smokiem który wiódł spokojne życie, tworząc muzykę i ciesząc się każdym nowym dniem. Oczywiście żeby nie było zbyt uroczo, znalazł się pewien wredziol - Kapitan Kribb, któremu nie pasowało, że ktoś może być szczęśliwy, nakazał swoim ludziom wykraść naszemu bohaterowi całą kolekcję płyt i rozrzucić ją gdzie popadnie, po całej krainie. No i właśnie naszym zadaniem jest odzyskanie wszystkich płyt, a przeszkadzać nam w tym będą różnego rodzaju maszkary, małpy i szpetne baby.
Kolejna świetna platformówka na Commodore 64 wydana w 1992 roku przez Codemasters. Oczywiście pojawiła się też na innych komputerach ale ja ogrywam wersję właśnie na wspomniany komputer.
I tym oto sposobem rozpoczynam serię "Nie znosz tego?" czyli nadrabiam stare dobre tytuły które jakimś cudem mnie ominęły. Okazuje się, że moje dzieci poznają te gry gdzieś 30 lat później - dużo wcześniej niż kiedyś ja mógłbym je poznać.
W filmie ogrywam wersję na C64 - bez emulacji :-) Prawdziwy sprzęt.
Dziękuję koledze Pawłowi za grę :-)
Szalonemu doktorowi Dandruff’owi trochę nie wyszedł eksperyment z wydłużeniem życia przez co zaczął się starzeć 10 razy szybciej. Do tego porwał naszą ukochaną i stworzył hordy różnorakich szpetnych potworów które mają nam przeszkodzić w jej uwolnieniu. Jako dzielny Flimbo ruszamy jej na ratunek, pomaga nam w tym czarodziej Daz Bazian, a mi pomaga moja Zuzia.
"Nie znosz tego? Ciupiemy w platformówki" - cz. 1
Chciałem rozpocząć małą serię odcinków o starych, kultowych platformówkach, które jakimś cudem mnie ominęły. Chcę to nadrobić, wrócić do nich, poznać je, trochę o nich poopowiadać i przede wszystkim w nie zagrać.
W pierwszym odcinku - Flimbo`s Quest - świetna, dwuwymiarowa platformówka, wydana w 1990 przez System 3 m. in. na Commodore 64, Amigę, Atari ST i Amstrada CPC. Powstawała również wersja na ZX Spectrum ale nigdy się nie ukazała.
Detroit... Lubię to miasto bo wiem kto tam stoi na straży prawa.
Krwawe walki zakończyły się w starym porcie... Kilkoro członków gangu zostało aresztowanych, Nexx zwiał łodzią... Powiązania przestępców z ratuszem, superkomputer kontrolujący systemy bezpieczeństwa i My czyli Alex Murphy na drodze do przywrócenia porządku w mieście.
Gra stworzona w 4 miesiące!!!
Robocop na Game Boy’a od polskiej ekipy z Mirage. Polecam!
Czy da się zagrać w Mortyra na Game Boy`u? Oczywiście, że tak.
Pamiętacie pewnie firmę Mirage, znaną między innymi z kultowego hitu Franko: The Crazy Revenge. Uwierzycie, że ta sama firma tworzyła gry na Game Boy`a?
A kojarzycie grę Mortyr - polskiego shooter’a w stylu Doom’a czy Wolfenstein’a? No to powiem Wam, że właśnie firma Mirage przeniosła jego historię na Game Boy’a. Przypadkiem trafiłem na zapiski głównego programisty, który opowiada między innymi o pracach nad grą Hands Of Time. Została stworzona przez firmę Mirage Media w 2001 roku i wydana przez Titus Software właśnie na Game Boy`a Color.
Zapraszam również na wspomnianą stronę głównego programisty Pana Tomasza Słaniny, który opisuje swoją przygodę z tworzeniem gier na Game Boy`a i początki współpracy z Mirage Media.
http://slanina.pl/mirage.html
Pyxis - pierwsza polska gra na Game Boy`a (2021 Lazy Coast Games)
Grupa dzieciaków w wieku 12-16 lat podczas warsztatów gamedev’owych które odbywały się w Kołobrzegu stworzyła grę - UWAGA na Game Boy’a Classica! Stworzyli grafikę, animacje, zaprojektowali gameplay i wymyślili świetną, klimatyczną fabułę.
Gra nosi tytuł PYXIS.
Mamy rok 2062 i świat po ogromnych katastrofach klimatycznych. Ludzkość postanawia zapaść w zbiorowy sen hibernacyjny, by oddać ziemi jej naturalny cykl zmian. W grze kontrolujemy siedmiu śniących, którzy przez usterkę trafiają wspólnie do tego samego świadomego snu. Musimy rozwikłać zagadkę świata w którym się znaleźliśmy. Brzmi ciekawie? Klimatycznie? No pewnie!
No to dawajcie. Gra jest dostępna za darmo do pobrania. Możecie ją uruchomić na emulatorze, a nawet w przeglądarce. Ja osobiście polecam odpalić ją na RetroPie / RetroArch’u gdzie dzięki funkcjonalności emulatora, nie będziecie się tak stresowali - nagracie stan gry.
Ja już gram!!!! POLECAM!!! I wielkie brawa dla twórców!!!!
Zawsze mnie to interesowało jak można zapisać stan gry na kultowym C64. Czy muszę do czasu ukończenia gry mieć stale włączony komputer? Przy moim poziomie grania nie zarobię na prąd. Odpowiedzią na te pytanie i rozwiązaniem problemów z drogą energią elektryczną jest cartridge Final III który umożliwi nam zatrzymanie gry w danym momencie, zgranie zawartości pamięci i wczytanie jej z powrotem, a co za tym idzie - uruchomienie gry od momentu jej zapisu.
Zapraszam na odcinek w którym pokrótce omawiam możliwości Final`a oraz testuję jego główną funkcjonalność - zapis stanu gry.
Kelly rządzi na dzielni i jest królową automatów! Polecam Wam fajną nowość - Arcade Daze.
No to wkraczamy do salonu gier z kieszeniami wypełnionymi żetonami i pokazujemy jej, że czas jej panowania się kończy. Tym razem za „wóz Drzymały” robi mega maszyna Commodore 64. Arcade Daze - swietna, świeżutka produkcja Psytronik Software z tego roku w której wkraczamy w epokę prastarych automatów i mamy okazję zagrać w prawdziwe klasyki w kilku odsłonach. Zapraszam na krótką rundkę z grą.
Blond Ellen Ripley? Czemu nie... Zabawa w arcadową wersję Aliens jest świetna.
A tymbardziej, że mogę ją odpalić w domowym zaciszu, przenieść się na chwilę do "wozu drzymały", a raczej do pewnego pubu do którego lataliśmy na każdej przerwie w podstawówce.
To tam siekaliśmy różne szkaradztwa, odwiedzaliśmy obce planety, prowadziliśmy wojny na wszystkich frontach, walczyliśmy w przestworzach, w kosmosie, szukaliśmy skarbów i ratowaliśmy księżniczki z opresji... Tak... Właśnie stoję przed automatem z grą ALIENS i mam kieszenie wypełnione żetonami.
ALIENS (1990, Konami)
Zielone Alieny, latające Alieny, Alieny Zombie i inne dziwactwa. Ekipę z Konami trochę poniosło. Ale czy to źle? Absolutnie NIE! Wersja arcade`owa gry Aliens z 1990 roku jest rewelacyjna i gra się świetnie!
Mamy nawiązanie do fabuły 2-giej części Obcego czyli Obcy - Decydujące Starcie. Jest księżyc LV-426, kolonia z którą zerwała się łączność, no i w końcu jest Ripley w blond włosach. Czyli wszystko prawie na miejscu.
Ja się pytam, dlaczego w filmie nie było takiego bogatego "bestiariusza" ? Gdzie były wtedy Zombie?
Robocop - kultowy, genialny, niepowtarzalny. Dla mnie najlepszy film na świecie. Nawet dzisiaj po ponad 30-tu latach nie ma sobie równych. Uwielbiam wszystko co związane z postacią Alexa Murphy`ego. Dlatego z wielkim entuzjazmem sięgnąłem po grę o tym samym tytule, wydaną w 1988 przez firmę Ocean Software... Grę.. której nie dało się przejść jak ją wypuścili... Takie mieli ciśnienie...
Testuję 3 wersje na C64:
- kasetowa, której nie da się przejść - limit czas: 1 minuta w pierwszym levelu;
- dyskietkowa - limit czasu poprawiony, dochodzę do 3 levelu, poziom trudności master level;
- dyskietkowa - poprawiona przez grupę NOSTALGIA w 1995 roku, zawierającą świetny trainer z cheatami. Najlepsza wersja Robocopa :-)
Pogoda piękna, perspektywa spędzenia całego dnia na działce, grill, piwko relaks. Czy do szczęścia potrzeba czegoś więcej? Oczywiście że tak, bo jakby mogło zabraknąć jakiejś retrokonsolki. No i tak oto zabrałem ze sobą GameBoy’a i kilka starych, pożyczonych gier jak na zdjęciach w poście. Tak więc teraz sobota będzie jeszcze przyjemniejsza i człowiek poczuje się całkowicie spełniony. Pozdrawiam serdecznie. 😂
Pocket Game Player to chińska, kieszonkowa konsola na pokładzie której zainstalowano 400 starych gier, w tym sporo dobrych, klasycznych tytułów. Ja dostałem ją w prezencie i od jakiegoś czasu zabieram ją na różne wypady, żeby umilić sobie wieczór czy wolną chwilę. Nie ma to jak krótka partyjka w Contrę, Mario czy Paper Boy`a.
Konsola ma kolorowy wyświetlacz i wygląda jak Game Boy. Ma wbudowany głośniczek, potencjometr do regulacji głośności, wymienny akumulator, gniazdo ładowania (mini USB - przewód w zestawie) i gniazdo 3.5mm "mini jack" do podłączenia do telewizora (w zestawie jest przewód "mini jack" - composite/audio). Opcji podłączenia do dużego ekranu jeszcze nie testowałem ale fajnie, że jest taka możliwość.
No to teraz bolączki na które myślę, że można przymknąć oko. Stanu gry nie nagramy, nowych gier nie wgramy, a z tą liczbą 400 wbudowanych to nie do końca tak jest. Jest tam 400 tytułów ale wiele gier się powtarza. W sumie takich unikatowych jest może ok. 200. Jeśli chodzi o działanie to wszystko chodzi płynnie, pikselowata, kolorowa grafika cieszy oko i można się nieźle przy tym bawić. Za cenę kilkudziesięciu złotych nie można od tej zabawki oczekiwać nie wiadomo czego. To co jest wg mnie w zupełności wystarcza. No i dobrze by było jakbyśmy mieli gdzieś schowane oryginalne ROM`y z grami. :-)
Ale co tu dużo gadać - sami zobaczcie jak się prezentuje w akcji. W tle słychać moją małą pomagierkę i komentatorkę. :-)
W tym poście wracam do mojego pierwszego komputera - kultowego ZX Spectrum. Po wielu latach udało się go ponownie odpalić. Muszę tutaj wspomnieć o interfejsie Kempstone wykonanym własnoręcznie przez mojego ojca, a który to umożliwia podłączenie Joysticka. Tak na marginesie jest to interfejs który umożliwia obsługę portu Joysticka Atari. Na nim został też umieszczony przycisk "RESET". Niestety nie posiadam już przerobionego magnetofonu Grundig ale na szczęście są aplikacje które pozwalają na odtworzenie plików z grami i załadowanie ich jak dawniej w formacie audio np z komputera.
Ja do tego celu wykorzystałem program OTLA który obsługuje pliki ROM w różnych formatach (.tap, .tzx, .z80, .sna). Pliki trzeba pobrać/zakupić - wiadomo skąd. :-)
ZX Spectrum (Retrobajtel #4)
Bomb Jack
Pierwszą grą którą udało mi się odpalić był kultowy BOMB JACK. Jako ciekawostkę mogę podać, że w pierwotna wersja pochodzi z roku 1984, opracowana i wydana została przez Japońską firmę TEHKAN na platformy arcade`owe czyli popularne automaty do gier. Dopiero 2 lata później pojawiła się jej wersja m.in. na ZX Spectrum, Commodore C64 czy Amstrad`a CPC. Co najlepsze - nawet dzisiaj po 34 latach, gra nadal wciąga, gra się w nią z przyjemnością i bardzo fajnie wygląda. Tylko 43kB a ile zabawy. :-) To były czasy... Fajnie do niej wrócić
Commando
Kolejną grą do której wracam jest oczywiście również kultowy Commando. Trochę mi przypomina taką starą wersję Cannon Fodder. Stworzona i wydana przez Capcom w 1985 roku. W Japonii nosiła tytuł Senjō no Ōkami, co oznacza "Wolf Of The Battlefield". Znalazłem informacje, że nie nawiązywała do filmu o tym samym tytule. Spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem i doczekała się kilku nagród, m.in. w magazynie Crash została okrzyknięta najlepszym shooter`em roku. Warto wrócić i poświęcić jej chwilę.
Manic Miner
Któż nie zna kultowego Manic Miner`a... który to został stworzony przez programistę Matthew Smitha w 1983 roku i w tym samym roku wydana przez Bug Byte. Tak, to były czasy kiedy jedna osoba tworzyła całą grę, nie było wtedy jeszcze zespołów developerskich liczących po kilkadziesiąt czy kilkaset osób. O historii możemy przeczytać na wikipedii, w skrócie - jako górnik Willy odkrywamy pradawny szyb kopalni i przemierzamy podziemia w celu odkrycia skarbów dawnej cywilizacji. Przemierzając kolejne lokacje unikamy wrogów i zbieramy klucze. Typowa platformówka ale jak na tamte czasy przystało - delikatnie mówiąc - o konkretnym poziomie trudności. Nie to co teraz - 3 x "kółko", 5 x "kwadrat" i cyk! Boss pokonany, oczywiście zwracając honor Dark Souls czy Blood Borne, w których to wytrzymałem pierwsze kilkadziesiąt sekund. Gra zajęła 25 miejsce w rankigu Your Sinclair Official Top 100 i została wybrana numerem 6 w Readers' Top 100 Games of All Time. No więc pozycja kultowa jak również jej kontynuacja Jet Set Willy. Zapraszam do gry...
Ms. Pac-Man
Tę grę chyba zna każdy. Kultowa? Oczywiście. Grywalność - mega! Tutaj myślałem, że ściągnąłem klasycznego Pac Mana ale okazuje się, że jest to nieautoryzowany sequel oryginału, wyprodukowany przez General Game Corporation, a wydany przez Midway w 1982. Bohaterem, a raczej bohaterką jest kobieta - Pacmanka, dziewczyna Pac-Mana. Zasady praktycznie takie same jak w pierwotnej wersji z małymi innowacjami. Polecam bo nie można się oderwać.
Tapper
I w końcu tytuł do którego zawsze chciałem wrócić - TAPPER (znana również jako Root Beer Tapper). Gra wyprodukowana przez Marvin Glass and Associates i wydana przez Bally Midway w 1983. Co robimy? Wchodzimy w buty barmana i obsługujemy niecierpliwych klientów. Lejemy piwo, zbieramy kufle... Super! Nawet nie wiedziałem, że są tutaj 4 poziomy i 4 różne bary. Jako ciekawostkę mogę dodać, że pierwotna wersja, z motywami z branży alkoholowej, miała być sprzedawana do barów. Kontrolery były zrobione z prawdziwych uchwytów do piwa, a w samej grze - w tle widniało logo Budweisera. W 1984 powstała wersja dedykowana wyłącznie do salonów gier ponieważ wcześniejsza wersja była interpretowana jako reklamująca alkohol dla nieletnich. Grywalność - mega! Chyba w weekend zrobimy retrozawody w Tappera z nagrodą w postaci 6-paka Tyskich. :-)
To tyle jeśli chodzi o ten piękny wieczór powrotów do przeszłości... Zapraszam na YT do obejrzenia odcinka z gameplayem. Jednocześnie zachęcam do posłuchania ścieżki dźwiękowej z gier, tutaj akurat Zx Spectrum 128, którą wykorzystałem częściowo w podkłądzie. Robi naprawdę wrażenie.
Stare gry i Lovecraft - Prisoner of Ice (Retropie, Dosbox).
Szukałem w sieci elektronicznych wydań starych magazynów o grach i co się okazało - ktoś zeskanował wszystkie numer kultowego Secret Service. Aż się łezka w oku zakręciła jak przeglądałem te wszystkie stare gry. Wtedy jeszcze w podstawówce co miesiąc niecierpliwie wyczekiwałem pojawienia się w kiosku nowego numeru. To było wielkie wydarzenie. Nie wiedziałem co na mnie czeka, co mnie zaskoczy. No i czytałem na lekcjach, czytałem w domu... W dużą część tych gier nie miałem okazji zagrać bo wychodziły w większości na PC`ta ale to mi nie przeszkadzało poczuć klimat w pięknych opisach przejścia, recenzjach czy screenach. No i te przygodówki Sierry, LucasArt czy Infogrames... nie miały sobie równych. Dzisiaj mam wielką przyjemność do nich wrócić.
W kolejnym odcinku wspominam świetną przygodówkę w klimatach Lovecrafta - Prisoner Of Ice.
Jest tajemnica... Rok 1937, biegun południowy, łódź podwodna, tajemnicze skrzynie w ładowni...i Cthulhu. No i znowu ratujemy świat przed zagładą... Czego chcieć więcej, nic tylko grać.
Grę odpalam na Retropie w Dosboxie z wiersza poleceń ponieważ musimy ją zainstalować w wirtualnym napędzie CD i stamtąd ją uruchomić. Polecenia jak poniżej:
mount e /home/pi/RetroPie/roms/pc/POI -t cdrom e: dir ice640.exe
Żeby za każdym razem nie klepać tych poleceń, najlepiej stworzyć automatyczny skrypt uruchomieniowy. W tym celu musimy odpalić wiersz poleceń ale tym razem Raspbiana - czyli uruchamiamy terminal i wpisujemy (przeklejamy) kolejno:
cd ~/RetroPie/roms/pc sudo nano ice.sh
Poniższe polecenia wklejamy do edytora tekstu który nam się uruchomił: #!/bin/bash /opt/retropie/emulators/dosbox/bin/dosbox -c "mount c /home/pi/RetroPie/roms/pc/" -c "c:" -c "dir" -c "mount e /home/pi/RetroPie/roms/pc/POI -t cdrom" -c "e:" -c "dir" -c "ice640.exe" -c "exit"
Zamykamy i zapisujemy plik (Ctrl+X).
Następnie żeby skrypt był wykonywalny wpisujemy dalej:
sudo chmod +x ice.sh
No więc zapraszam na kolejny odcinek Retrobajtla...
Ostatnimi czasy mam duży problem żeby dostać sie do telewizora, podłączyć Raspberry, odpalić Retropie i zanurzyć się w świat klasyków.
A gdyby tak wykorzystać ekran laptopa ? Oczywiście bezpośrednio podłączyć się nie da ale istnieje wiele rozwiązań typu zdalny pulpit czy screen sharing znany z konsoli PS4. Ale czy jest jakieś rozwiązanie działające pod Raspberry. Poszperałem trochę w necie i znalazłem soft znany z PC czyli zdalny pulpit oparty o VNC. Jest wersja pod Linuxa - dokładnie Raspbiana. Ściągnąłem, zainstalowałem - jednak nie działa. Kilka nieprzespanych nocy, prób konfiguracji aż Retropie się totalnie rozjechało. Jedyne co udało mi się wyświetlić to pulpit Raspbiana. No i w sumie przeczytałem, że tylko tyle można zrobić i nie działa to z Retropie. Co prawda byli jacyś maniacy którym niby coś tam udało się odpalić ale było to tak nieskładnie wszystko opisane, że już w sumie nie wiedziałem czy to komuś działa czy nie. A dodatkowo nie można przekazywać zdalnie dźwięku przy wspomnianym sofcie VNC. To bym jeszcze przeżył...
Już chciałem dać sobie spokój gdy na jakimś forum Retropie ktoś wspomniał o pewnej stronie i projekcie sterowników UV4L. Odwiedziłem stronę i ku mojej uciesze zobaczyłem filmik z odpalonym Mario w przeglądarce. Znowu byłem pełen nadziei. Ponadto na stronie znajdował się świetny tutorial napisany typowo pod Retropie. Cały pakiet oprogramowania pozwalał na dużo więcej dlatego dzięki tutorialowi instalujemy tylko to co potrzebne. W końcu udało się! Byłem wniebowzięty! Działa! I jeszcze streamuje dźwięk. Na początku był problem z gubieniem klatek ale to dało się rozwiązać. Jeszcze zrywał mi często połączenie więc postanowiłem zainstalować na nowo gołego Retropie no i ten problem również ustąpił. Tak więc zapraszam na odcinek poświęcony właśnie instalacji i konfiguracji oprogramowania UV4L, które umożliwia odpalenie ekranu Raspberry z Retropie w przeglądarce www.
Jak to przy niedzieli przypomniała mi się fajna gierka z którą zetknąłem się po raz pierwszy na ZX Spectrum. W tamtych czasach nie było zespołów developerskich liczących po kilkaset osób, a dostępna technologia pozostawiała wiele do życzenia. Nie było bibliotek graficznych, gotowych procedur czy funkcji wspierających proces tworzenia, wszystko trzeba było zakodować od podstaw. Gry były tworzone często przez pojedyncze osoby lub co najwyżej kilkuosobowe zespoły. Stworzenie gry było nie lada wyzwaniem. Programiści w tamtych czasach prócz samego kodu byli często odpowiedzialni również za oprawę graficzną i dźwiękową. Szacunek. Dzisiaj jest o wiele łatwiej.