Dobrze pamiętam i miło wspominam czasy VHS’ów. Pierwsze odtwarzacze, najpierw oczywiście pożyczone od sąsiada albo przywiezione przez wujka z Niemiec, później już własne, magnetowidy, odtwarzacze z możliwością nagrywania, z tunerem TV i różnymi wymyślnymi funkcjami. U nas pierwsze „wideo” było marki Sanyo. Co niedzielę, niedaleko naszej podstawówki działała giełda wymiany kaset. Chodziło się i wymieniało filmami. Chodziliśmy z mamą bo to ona była i do dzisiaj jest miłośniczką kina. Często to co się przynosiło z giełdy nie zawsze było tym czym miało być, często nawet zdarzało się przynieść z giełdy niemiecki film przyrodniczy opisany jako amerykański hit ze Stevenem Seagalem. 😂Pamiętam te teksty przy wymianie i strach, że nie będą chcieli mojego filmu: „a na jakich rolkach? Metalowych czy plastikowych?”. Otwierało się kasety i sprawdzało, te metalowe niby lepsze… Dziś mam wątpliwości, hehe…
Sony 4-głowicowy z funkcją long play i wypożyczalnie kaset.
Później kupił magnetowid Sony, 4-głowicowy z funkcją Long Play. Kurde można było kilka filmów zmieścić na kasecie. Jak giełdy już nie było to latało się do wypożyczalni kaset wideo. Tych było kilka na osiedlu, w jednej nawet mieli PeCeta i grali w gry - chyba to była Megalomania albo UFO, nie pamiętam… Ale ja wtedy już marzyłem o „blaszaku”, a miałem Amigę 500. Kaset z wypożyczalni nie dało się skopiować bo obraz na przemian się zjaśniał i ściemniał. No ale w Elektronice Praktycznej był schemat „ściemniacza wideo”, można było go złożyć z kitu AVT i po problemie… No i czytało się później „To & Owo” - tam też było kilka wynalazków do „poprawy” jakości obrazu… ale to już były czasy telewizji satelitarnej…
Aaaaaa i najważniejsze - FILMY! Bo czasy VHS’ów to czasy kultowych filmów które mocno wpłynęły na moje postrzeganie świata. 😂 Robocop, Predator, Alien, Egzorcysta, Lalkarz… Zresztą, co będę pisał, zapraszam na nasze wieczorne pogawędki o tych właśnie pięknych i wyjątkowych czasach.
Miejsce w którym elektronika, zarówno ta retro jak i ta współczesna dostaje drugie życie. Od wielu lat na tym samym nieoficjalnym stanowisku - głównego serwisanta - hobbysty, konstruktora i naprawiacza, w tym jedynym i niepowtarzalnym miejscu - inżynier Marcin, prywatnie i oficjalnie - tata i dziadek. Powiedzcie mu, że czegoś nie da się naprawić - przyjdzie i to naprawi. 😂
Przywrócił do życia / przerobił / zaprojektował, praktycznie każdy sprzęt z którym się zmierzył lub który powstały w jego głowie. Dziś chciałem uchylić nieco rąbka tajemnicy i pokazać Wam to kultowe miejsce, świat swobodnych, aczkolwiek często zagubionych elektronów, którym pomaga(my) znaleźć drogę. 😀🚀
#retrotbajtel
Poniżej filmik z krótkiej wizyty w tej tajnej bazie.
Zawsze mnie to interesowało jak można zapisać stan gry na kultowym C64. Czy muszę do czasu ukończenia gry mieć stale włączony komputer? Przy moim poziomie grania nie zarobię na prąd. Odpowiedzią na te pytanie i rozwiązaniem problemów z drogą energią elektryczną jest cartridge Final III który umożliwi nam zatrzymanie gry w danym momencie, zgranie zawartości pamięci i wczytanie jej z powrotem, a co za tym idzie - uruchomienie gry od momentu jej zapisu.
Zapraszam na odcinek w którym pokrótce omawiam możliwości Final`a oraz testuję jego główną funkcjonalność - zapis stanu gry.
Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad doposażeniem mojego C64 o urządzenie dzięki któremu będę mógł ładować obrazy dyskietek, pliki PRG i ogólnie wszystkie dane, wprost z karty SD.
Mam oryginalny magnetofon, czar i magia kaset oczywiście pozostała ale obrazy są wygodniejsze, szybciej i bardziej dostępne, sporo nowych gier można dziś kupić w necie i od razu je mieć w formacie .D64. No a współczesny fan retro sprzętu przecież się nie obrazi jeśli będzie miał w życiu trochę łatwiej.
No więc zabrałem się za budowę sprzętu. Co to jest Pi1541 możecie przeczytać na wielu stronach, obejrzeć filmiki prezentujące sprzęt itd. Ja Was zachęcam do odwiedzenia strony autora projektu.
Jest tam dokładnie opisane co to jest i jak to działa.
A tak w skrócie. Pi1541 to emulator stacji dyskietek do Commodore C64 oparty o mikrokomputer Raspberry Pi.
Czym się różni np od popularnego SD2IEC - a no tym, że jest w stanie w pełni emulować prawdziwą stację dysków, jej procesor 6502, 2 układy 6522 i co za tym idzie - wykonywać kod programu. Prawdziwa stacja dyskietek była swego rodzaju osobnym komputerem który prócz zwykłego wczytywania danych odpalał na pokładzie samej stacji programy jak np fast-loadery, które wykonywały się w pierwszej kolejności. Niestety SD2IEC tego nie potrafi i nie jest w stanie odpalić niektórych dem, gier czy programów.
Tak więc reasumując, nasz emulator umożliwia 100-procentową emulację prawdziwiej stacji dyskietek 1541 i jeszcze kilku kolejnych modeli. Oparty jest o mikrokomputer Raspberry Pi na którym chodzi całe oprogramowanie.
Pi1541 to w zasadzie 3 rzeczy:
- tzw. „hat” czyli nakładka na wspomniane Raspberry Pi, która jest interfejsem pomiędzy naszym C64 a właśnie RPi. Jest wyposażona w przyciski do obsługi i poruszania się po menu, wyświetlacz, porty przyłączeniowe;
- Raspberry Pi - najlepiej wersja 3A+ którego użyłem do budowy (chodzi już na pewno z wcześniejszymi wersjami, łącznie z Pi Zero);
- oprogramowanie które możemy sobie ściągnąć z sieci, w zasadzie jest to obraz do zainstalowania na karcie SD albo specjalnie przygotowany folder do przekopiowania na kartę.
Schematy samej nakładki możecie znaleźć w necie. Istnieją różne wersje. Ja skorzystałem z gotowej wersji "kitowej" płytki PCB do poskładania i polutowania. Nabyłem ją wraz z obudową od kolegi z grupy C64 Power. Poniżej link do aukcji:
Znajdują się tam ważne informacje dotyczące mostków które trzeba wykonać podczas procesu lutowania.
No więc uzbrojony we wszystkie potrzebne narzędzia, rozpocząłem proces lutowania.
Ale najpierw trochę o komponentach czyli o tym co wlutowujemy w płytkę drukowaną.
- „Logic level shifter” czyli układ który dopasowuje nam napięcia. Jak wiecie C64 pracuje z napięciem 5V, a Raspberry Pi - 3,3V. Dzięki układowi oba urządzenia mogą się dogadać. Najlepiej kupić już gotową płytkę, wtedy wlutowujemy ją tylko na goldpiny i to cała robota. Oczywiście możemy zlutować go sobie sami ale są tam rezystory i tranzystory polowe w technologii SMD i powiem szczerze, średnio wprawieni w lutowaniu będą mieli nie lada wyzwanie. Po co się męczyć. I tutaj popełniłem pierwszy błąd. Nie zauważyłem, że do zestawu były dołączone goldpiny na które wystarczyło nałożyć układ, włożyć w otwory w płytce i przylutować. Ja dorobiłem krótkie przewody, trochę się namęczyłem, zlutowałem wszystko... i później chciałem to zrobić do porządku i zacząłem rozlutowywać ten układ - tragedia, siedział tak, że ciężko go było rozlutować. No ale udało się, ale szczerze - mogłem go zostawić tak jak był na tych samoróbkach. Bałem się, że przepaliłem kilka ścieżek...
- „7406 Hex Inverter” - układ scalony dzięki któremu możemy podłączyć jeszcze kilka urządzeń pod ten sam port szeregowy. Z tego co widziałem są 2 wersje płytki, jedna z i jedna bez tego układu. Autor projektu zaleca by w przypadku gdy planujemy w przyszłości coś jeszcze podłączyć pod port szeregowy (np drugą stację lub SD2IEC) zastosować wersję płytki z układem 7406. Jest to zestaw bramek logicznych które wysterowują nam komunikację po szynie szeregowej, dzięki czemu wszystkie urządzenia podłączone pod ten sam port - nie kolidują ze sobą. Bez niego istnieje duże ryzyko zjarania portu.
- wyświetlacz - super sprawa, będzie nam służył do obsługi stacji, poruszania się po folderach, montowania obrazów, kolejnych dyskietek, itd. Bez niego mamy w Raspberry Pi wyjście HDMI - możemy np podłączyć zewnętrzny monitor lub telewizor.
- pozostałe komponenty, takie jak rezystory, kondensator, goldpiny, 2 gniazda (jedno do C64 i drugie do którego możemy podłączyć kolejne urządzenie), buzzer - który imituje pseudo dźwięk stacji, złącze do GPIO.
No to można przystąpić do lutowania. W pierwszej kolejności najlepiej wlutować układ dopasowujący napięcia, następnie rezystory, kondensator, mikrostyki i układ scalony. Czyli zacząć od tych najniższych komponentów, kończąc na tych wyższych. Ja popełniłem ogromny błąd bo samą szynę GPIO wlutowałem nie z tej strony co trzeba, mimo że była oznaczona na płytce. No i miałem nie lada problem żeby ją rozlutować, przy okazji przypaliłem trochę plastików (gniazdo IEC i sama szyna GPIO). Kolejna sprawa, nie zauważyłem, że do zestawu były dołączone goldpiny które należało w pierwszej kolejności i wlutować i na nich osadzić układ dopasowujący napięcia. Ja oczywiście zrobiłem sobie swoje połączenie z krótkich przewodów, zajęło mi to trochę czasu, no i w sumie tak by mogło to pozostać... Ale miałem poprawiać żeby było tak hak fabryka chciała. No i kolejna załamka... Weź to odlutuj, gorzej niż z tą szyną.
Tutaj byłem niemal pewien, że uwaliłem ścieżki, no ale poluzowałem to wszystko poprawiłem, no i spróbowałem to uruchomić.
Wszystko zlutowane / szyna GPIO po właściwej stronie
Bardzo ważne! Po zlutowaniu wszystkiego trzeba połączyć punkty lutownicze na spodzie płytki czyli zlutować mostki. Ja standardowo posłużyłem się schematem z poniższej strony, gdzie domyślnie były narysowane połączenia które trzeba wykonać. Adres strony i wersję / rewizję płytki znalazłem... nadrukowaną na samej płytce. Poniżej link do rewizji 4-tej.
Podaję zasilanie bez karty SD na razie. Dioda POWER się swieci ale to wszystko. No to mówię dupa!
I tak od niechcenia przygotowałem kartę SD - przegrałem na nią całą zawartość archiwum które ściągnąłem, a w zasadzie dostałem od kolegi z C64 POWER. Wkładam kartę, podłączam zasilacz i... nie wierzę!!!! Stacja się zgłasza!!! Myślę, na pewno coś nie działa, np klawisze... Uwierzcie, wszystko działa. Jestem w szoku.
No to teraz trochę o klawiszologii licząc od lewej:
- instaluj / odinstaluj dysk (czyli montowanie dyskietki w stacji)
- menu w dół
- menu w górę
- exit / przejście do wyższego katalogu
- selekt / dodanie dyskietki - przykładowo jeśli mamy w katalogu 3 pliki D64 to po kolei sekektem dodajemy jako pierwszą, drugą i trzecią. Po zamontowaniu pierwszej - przełączamy się między nimi menu w górę i menu w dół.
No to teraz krótko o wczytaniu obrazu.
1. Wybieramy interesujący nas obraz dyskietki
2. Najeżdżamy na niego kursorem
3. Pierwszym z przycisków go montujemy w stacji
4. Piszemy polecenie LOAD „*”,8
Tym oto sposobem ładuje nam się pierwszy napotkany plik w zamontowanym obrazie. Nr 8 to numer urządzenia, jest im domyślnie stacja dysków. Jeśli chcemy sobie podejrzeć zawartość dyskietki to po zamontowaniu jej w stacji wpisujemy polecenie.
LOAD „$”,8
LIST
Wylistuje nam zawartość dyskietki i możemy poleceniem LOAD załadować konkretny plik. Możemy tez użyć skrótu wpisując kilka pierwszych liter pliku a później dać gwiazdkę np LOAD „mac*”,8. Jeśli na dysku będzie plik zaczynający się od liter mac to go załaduje.
Poleceniem LIST możemy również wylistować zawartość katalogu w którym obecnie jesteśmy. Ogólnie do przeglądania i ładowania plików polecam program FB64. Jest to browser który umożliwia lądowanie plików PRG, których nie widać z poziomu samej stacji.
Podsumowując polecam do wczytywania użycie jakiegoś kartridża z TURBO jak np SD2IEC który konkretnie przyspiesza ładowanie danych ze stacji.
Poniżej zamieszczam filmik na którym możecie zobaczyć jak to wszystko działa.
Kolejny nabytek i kolejny test. Tym razem w moje ręce trafiła kultowa Amiga 500 i musiałem tylko domówić modulator. Sprzęt odpala - obraz żyleta jednak stacja dysków nie czyta dyskietek. Poniżej filmik z testów.
Jak wiecie Amiga 500 dysponuje tylko wyjściem monochromatycznym za pomocą którego możemy ją podłączyć do telewizora. No ale wtedy mamy czarno-biały obraz. Druga opcja to dedykowany monitor. Oczywiście są dostępne przewody i schematy przewodów RGB-scart (dzięki za poprawienie Krzysztof Odachowski) ale chciałem ją podłączyć jak za dawnych dobrych lat. W tamtych czasach jak już było nas, a w zasadzie to naszych rodziców, stać na komputer to raczej na monitor trzeba było trochę poczekać. Ale obowiązkowym zakupem był modulator o symbolu A520, który dysponował wyjściem composite oraz RF. Mogliśmy podłączyć komputer do telewizora za pomocą tzw. „czincza” lub przez wejście antenowe. Dodatkowe wejście audio służyło do zsumowania dźwięku z obrazem i wygenerowania właśnie sygnału antenowego RF podłączanego przez wejście antenowe.
W mojej Amidze pod tylną klapką niestety nie znalazłem rozszerzenia pamięci czyli muszę się zadowolić 512kB pamięci. Szał! No więc przystąpiłem do testów podpinając Amigę przez wyjście composite. Po włączeniu zasilacza stacja dysków pięknie zachrupała i ukazał się wyraźny i czysty ekran powitalny. Czyli modulator działa i komputer również.
No to włożyłem dyskietkę i... kilka razy stacja zachrupała, mignął znowu ekran powitalny, znów chrupanie i... koniec. Kolejne dyskietki - to samo. No to tyle. Czas rozpocząć naprawę. Mam nadzieję, że to tylko stacja dysków. Ucieszyłem się, że obraz jest jak żyleta więc raczej nie będzie trzeba za bardzo grzebać i wymieniać kondensatorów jak w przypadku A600 - gdzie obraz był ledwie widoczny.
Nie mogło być za łatwo. Myślałem, że tylko wyczyszczę, wybielę... A tu trochę grubsza sprawa. Ale mam na pokładzie super specjalistę więc będzie walka o drugie życie dla sprzętu, tymbardziej, że na pierwszy rzut oka usterka wydaje się banalna.
No to jest plan na przyszły tydzień. Będę miał co robić po godzinach. Motywują mnie takie tytuły jak Centurion, Golden Axe, North & South, Moonstone, Secret of Monkey Island - które mam na dyskietkach. 😀
W moje ręce wpadły 2 egzemplarze Commodore C64C (nowe obudowy). Jak już pisałem wcześniej to mój wymarzony sprzęt z dzieciństwa którego nigdy nie miałem - bo miałem lepiej - Po ZX Spectrum była już Amiga 500. No ale czasy królowania C64 spędziłem u kumpli przed lekcjami i po lekcjach.
Tak więc bardzo się ucieszyłem, że mogę być posiadaczem wymarzonego komputera C64 - szt. 2 + jeden zasilacz, jeden magnetofon i kilka kaset (nagranych w systemie TURBO ale o tym później). Komputery już wiekowe, na pierwszy rzut oka dosyć mocno wyeksploatowane, zakurzone, brudne, jak na poniższych zdjęciach. W jednym brak przycisku i wiadomo sprężynki pod niego.
Stary dobry Game Boy doczekał się fajnej modyfikacji dzięki której oryginalny i wysłużony wyświetlacz LCD nabrał nowego blasku - czyt. super kontrastu i co za tym idzie dużo lepszej czytelności. Poza tym został wzbogacony w podświetlenie - dużo lepsze niż te które było proponowane jako zestaw dodatkowych akcesoriów i w obecnych czasach mnie śmieszy (patrz poniższy obrazek :-)) ale mieć w kolekcji taki retro gadżet fajnie by było.
Nasze nowe podświetlenie to po prostu backlight led`owy montowany bezpośrednio za ekranem.
Oryginalne podświetlenie do Game Boy Classic
No więc tak... Zestaw kupiłem na stronie Handheld Legend, pasjonatów którzy zajmują się produkcją akcesoriów do modyfikacji, renowacji i naprawy konsol przenośnych. Całość kosztowała mnie ok. 12$ więc nie majątek, a powiem Wam że efekt i frajda - nieziemska.
Pocket Game Player to chińska, kieszonkowa konsola na pokładzie której zainstalowano 400 starych gier, w tym sporo dobrych, klasycznych tytułów. Ja dostałem ją w prezencie i od jakiegoś czasu zabieram ją na różne wypady, żeby umilić sobie wieczór czy wolną chwilę. Nie ma to jak krótka partyjka w Contrę, Mario czy Paper Boy`a.
Konsola ma kolorowy wyświetlacz i wygląda jak Game Boy. Ma wbudowany głośniczek, potencjometr do regulacji głośności, wymienny akumulator, gniazdo ładowania (mini USB - przewód w zestawie) i gniazdo 3.5mm "mini jack" do podłączenia do telewizora (w zestawie jest przewód "mini jack" - composite/audio). Opcji podłączenia do dużego ekranu jeszcze nie testowałem ale fajnie, że jest taka możliwość.
No to teraz bolączki na które myślę, że można przymknąć oko. Stanu gry nie nagramy, nowych gier nie wgramy, a z tą liczbą 400 wbudowanych to nie do końca tak jest. Jest tam 400 tytułów ale wiele gier się powtarza. W sumie takich unikatowych jest może ok. 200. Jeśli chodzi o działanie to wszystko chodzi płynnie, pikselowata, kolorowa grafika cieszy oko i można się nieźle przy tym bawić. Za cenę kilkudziesięciu złotych nie można od tej zabawki oczekiwać nie wiadomo czego. To co jest wg mnie w zupełności wystarcza. No i dobrze by było jakbyśmy mieli gdzieś schowane oryginalne ROM`y z grami. :-)
Ale co tu dużo gadać - sami zobaczcie jak się prezentuje w akcji. W tle słychać moją małą pomagierkę i komentatorkę. :-)
W tym poście wracam do mojego pierwszego komputera - kultowego ZX Spectrum. Po wielu latach udało się go ponownie odpalić. Muszę tutaj wspomnieć o interfejsie Kempstone wykonanym własnoręcznie przez mojego ojca, a który to umożliwia podłączenie Joysticka. Tak na marginesie jest to interfejs który umożliwia obsługę portu Joysticka Atari. Na nim został też umieszczony przycisk "RESET". Niestety nie posiadam już przerobionego magnetofonu Grundig ale na szczęście są aplikacje które pozwalają na odtworzenie plików z grami i załadowanie ich jak dawniej w formacie audio np z komputera.
Ja do tego celu wykorzystałem program OTLA który obsługuje pliki ROM w różnych formatach (.tap, .tzx, .z80, .sna). Pliki trzeba pobrać/zakupić - wiadomo skąd. :-)
ZX Spectrum (Retrobajtel #4)
Bomb Jack
Pierwszą grą którą udało mi się odpalić był kultowy BOMB JACK. Jako ciekawostkę mogę podać, że w pierwotna wersja pochodzi z roku 1984, opracowana i wydana została przez Japońską firmę TEHKAN na platformy arcade`owe czyli popularne automaty do gier. Dopiero 2 lata później pojawiła się jej wersja m.in. na ZX Spectrum, Commodore C64 czy Amstrad`a CPC. Co najlepsze - nawet dzisiaj po 34 latach, gra nadal wciąga, gra się w nią z przyjemnością i bardzo fajnie wygląda. Tylko 43kB a ile zabawy. :-) To były czasy... Fajnie do niej wrócić
Commando
Kolejną grą do której wracam jest oczywiście również kultowy Commando. Trochę mi przypomina taką starą wersję Cannon Fodder. Stworzona i wydana przez Capcom w 1985 roku. W Japonii nosiła tytuł Senjō no Ōkami, co oznacza "Wolf Of The Battlefield". Znalazłem informacje, że nie nawiązywała do filmu o tym samym tytule. Spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem i doczekała się kilku nagród, m.in. w magazynie Crash została okrzyknięta najlepszym shooter`em roku. Warto wrócić i poświęcić jej chwilę.
Manic Miner
Któż nie zna kultowego Manic Miner`a... który to został stworzony przez programistę Matthew Smitha w 1983 roku i w tym samym roku wydana przez Bug Byte. Tak, to były czasy kiedy jedna osoba tworzyła całą grę, nie było wtedy jeszcze zespołów developerskich liczących po kilkadziesiąt czy kilkaset osób. O historii możemy przeczytać na wikipedii, w skrócie - jako górnik Willy odkrywamy pradawny szyb kopalni i przemierzamy podziemia w celu odkrycia skarbów dawnej cywilizacji. Przemierzając kolejne lokacje unikamy wrogów i zbieramy klucze. Typowa platformówka ale jak na tamte czasy przystało - delikatnie mówiąc - o konkretnym poziomie trudności. Nie to co teraz - 3 x "kółko", 5 x "kwadrat" i cyk! Boss pokonany, oczywiście zwracając honor Dark Souls czy Blood Borne, w których to wytrzymałem pierwsze kilkadziesiąt sekund. Gra zajęła 25 miejsce w rankigu Your Sinclair Official Top 100 i została wybrana numerem 6 w Readers' Top 100 Games of All Time. No więc pozycja kultowa jak również jej kontynuacja Jet Set Willy. Zapraszam do gry...
Ms. Pac-Man
Tę grę chyba zna każdy. Kultowa? Oczywiście. Grywalność - mega! Tutaj myślałem, że ściągnąłem klasycznego Pac Mana ale okazuje się, że jest to nieautoryzowany sequel oryginału, wyprodukowany przez General Game Corporation, a wydany przez Midway w 1982. Bohaterem, a raczej bohaterką jest kobieta - Pacmanka, dziewczyna Pac-Mana. Zasady praktycznie takie same jak w pierwotnej wersji z małymi innowacjami. Polecam bo nie można się oderwać.
Tapper
I w końcu tytuł do którego zawsze chciałem wrócić - TAPPER (znana również jako Root Beer Tapper). Gra wyprodukowana przez Marvin Glass and Associates i wydana przez Bally Midway w 1983. Co robimy? Wchodzimy w buty barmana i obsługujemy niecierpliwych klientów. Lejemy piwo, zbieramy kufle... Super! Nawet nie wiedziałem, że są tutaj 4 poziomy i 4 różne bary. Jako ciekawostkę mogę dodać, że pierwotna wersja, z motywami z branży alkoholowej, miała być sprzedawana do barów. Kontrolery były zrobione z prawdziwych uchwytów do piwa, a w samej grze - w tle widniało logo Budweisera. W 1984 powstała wersja dedykowana wyłącznie do salonów gier ponieważ wcześniejsza wersja była interpretowana jako reklamująca alkohol dla nieletnich. Grywalność - mega! Chyba w weekend zrobimy retrozawody w Tappera z nagrodą w postaci 6-paka Tyskich. :-)
To tyle jeśli chodzi o ten piękny wieczór powrotów do przeszłości... Zapraszam na YT do obejrzenia odcinka z gameplayem. Jednocześnie zachęcam do posłuchania ścieżki dźwiękowej z gier, tutaj akurat Zx Spectrum 128, którą wykorzystałem częściowo w podkłądzie. Robi naprawdę wrażenie.
Wczoraj wpadła w moje ręce dosłownie na chwilę chińska konsola Pandora 5 z 1000 starych gier na pokładzie. Ależ byłem podjarany, mogąc w domowym zaciszu zanurzyć się w dawny świat starych automatów, gęsto poustawianych w zatłoczonych salonach gier. Od razu przypomniały mi się czasy podstawówki i wypady po lekcjach do takich właśnie miejsc żeby "pociupać" w porywające produkcje. Jedyny ból - to żetony które trzeba było wrzucać co chwilę do zachłannej i żarłocznej maszyny, a komunikat "insert coin" przyprawiał o dreszcze. Oblegaliśmy masowo jeden automat i wspólnymi siłami zagrywaliśmy się w różne tytuły. Frajda była niesamowita. Nie dało się tego odtworzyć na domowym sprzęcie. Były to czasy kiedy kumple mieli co najwyżej Commodore C64, ja posiadałem ZX Spectrum 48. Przepaść w grafice i grywalności była ogromna.