Kiedy w mieszkaniu brakuje miejsca, a ty musisz rozstawić retro sprzęt i coś tam podłubać... Kiedy wjeżdża drugi C64, magnetofon, kasety bez pudełek o nieznanej zawartości i kultowa wieża Sony.
Poniżej krótki filmik z mojego pokojowego warsztatu.
To był piękny wyjazd i piękny festiwal. Obyśmy się doczekali go również i w tym roku.
Atomówki opanowały go całkowicie, a ja poczułem się jakbym znowu miał długie włosy i 19 lat (łysienie już na mnie czyhało za rogiem, a widmo glacy wisiało w powietrzu).
Jeszcze kilka miesięcy temu nawet bym nie pomyślał, że będę tęsknił za tym wszystkim co wydawało mi się, że mam na wyciągnięcie ręki... Za koncertami, za spotkaniami z przyjaciółmi, za zwykłym bieganiem na powietrzu czy spacerem z dziećmi po parku. Za normalnym dniem w robocie. Jak napisał słynny Polski poeta "Ile Cię trzeba cenić..." - w końcu zrozumiałem o co mu chodziło.😀 Więc myślę, że ten czas nas czegoś nauczy...
A wracając do Woodstock`a to chyba najbardziej czekałem na Skunk Anansie i oczywiście nie zawiodłem się ale były też niemałe zaskoczenia jak Crossfaith czy Avatar. No i w końcu przekonałem się do Łydki Grubasa - choć jakoś nie bardzo lubię te wszystkie "jajcarskie" kapele. Ale tutaj akurat muza i teksty całkiem spoko - słuchaliśmy podczas jazdy no i na żywo nie zawiedli.
No więc w obecnej sytuacji czas podzielić się wspomnieniami, przenieść się przynajmniej w myślach do tych pięknych miejsc i czekać na lepsze czasy - oby nadeszły jak najszybciej.
Poniżej film który udało mi się posklejać z naszych wspólnych zapisów.
I będę musiał nadrobić ten czas nieistnienia. W pierwszej kolejności chciałem się podzielić utworem który udało mi się współtworzyć w nowym projekcie In His Name i do którego napisałem tekst. Nosi tytuł "Deszcz" i jest.. smutny...
Znów deszcz zmyje krew z naszych rąk,
w silnym nurcie utoną wszystkie grzechy.
Wyjmę z ciała te wciąż ostre lecz zardzewiałe ciernie.
Purpurowa ziemia i tak wyda nowe życie.
Pierwszy oddech zatrutym powietrzem.
Ta pusta przestrzeń stanie się tym samym miejscem...
Jedynym które znasz.
Znów pójdę drogą przez ciemne korytarze,
w których zniknie ostatni okruch człowieczeństwa.
Świst kul i płacz dzieci, rozerwie na strzępy moją wrażliwość.
W jasnym ogniu płonie ostatnia świątynia.
Czas nigdy nas nie zmienił.
Gdzie jest Bóg... W którego nikt już nie wierzy.
Niemoc! Ta bezlitosna niemoc!
Pociągnę za spust i stanę się martwy lecz będę żył.
Wojna daleko stąd znowu niszczy życie,
tak łatwo niszczy życie.
Stróżu mój, czy każdej nocy przy mnie stałeś.
A może łgałeś lub wcale Cię nie było.
Może to zwykły stek bzdur i ty nigdy nie istniałeś.
Na rozdartych skrzydłach nie uniesiesz już nikogo...
Jak już wcześniej pisałem moje zainteresowania muzyczne lawirują wokół muzyki rockowej, głównie tej cięższej - metalowej. Swoją przygodę z metalem zacząłem od płyty "Load" Metallic`i, a później moja droga powiodła mnie w gęste i mroczne lasy krajów skandynawskich. Warto tutaj wspomnieć o Dimmu Borgir i płycie "Enthrone Darkness Triumphant" w kórej się zakochałem. Po dziś dzień sentyment do black metalu pozostał. Nastrój już prawie jesienny więc jest klimat do tworzenia. I tak w zeszłym roku powstał projekt In His Name i utwór zapowiadający "The Warning" z historią zainspirowaną twórczością H.P. Lovecrafta. Podczas jesiennej aury chcę "zagęścić" ruchy i nagrać kolejne utwory. Szkice riffów już nagrane, więc myślę że kolejne utwory niebawem powstaną. Na tą chwilę przedstawiam Wam pierwszy i jedyny utwór In His Name - "The Warning".
Wszystko zaczyło się w technikum... Pozwólcie, że byda pisoł po polsku. To tam wydarzyło się coś co całkowicie zmieniło moje życie - muzyka rockowa, i praktycznie wtedy zaczęła się moja wielka miłość do "żywych" instrumentów żeby przekształcić się później w miłość do cięższych odmian rocka, nawet tych bardzo ciężkich i totalnie niezrozumiałych dla moich rodziców. I tak od Metallici, przez Mercyful Fate, Dimmu Borgir, aż po Burzum wiodła moja ścieżka muzyczna. Pierwsza gitara akustyczna, kupiona przez ojca, pierwsze akordy, śpiewniki, polski rock, śpiewanie przy ognisku... Później pierwsza gitara elektryczna... kupiona w kawałkach. Gryf był tak gruby, że moimi "mikropalcami" ledwo go szło złapać. Jakieś pseudo-solówki - możliwe były jedynie na 6-tej strunie. No ale nie było przesteteru... Jak tu grać metal??? W ruch poszły roczniki Elektroniki Praktycznej i schematy przesterów gitarowych, których przesterowany dźwięk wyjściowy był tak żałosny, że szkoda godać. No ale siedziało się, trawiło płytki drukowane, wierciło otwory pod oporniki, tranzystory, kondensatory. Mało tego nawet pierwsza moja kaczka gitarowa była z pedału od maszyny do szycia mojej mamy. Z tak profesjonalnym sprzętem były pierwsze próby grania z tabulatur. Jakoś to szło, kasy nie było więc o lepszym sprzęcie można było tylko pomarzyć. No cóż "Master of Puppets" robiło wrażenie na kolegach, a "Nothing else matters" zagrane zgodnie z tabulaturą - na koleżankach...
Teraz sprzęt nieporównywalny ale sentyment został. Pasja do tworzenia muzyki również.
To w sumie początek historii mojej drogi muzycznej, będzie jeszcze o czym pisać. Ale żeby nie być gołosłownym, przytoczę tu jeden utwór z bardziej aktualnych rzeczy. Projekt który obecnie współtworzę nosi tytuł Aura.
Utwór opowiada o pokonywaniu trudności, wytrwałości, o uporze na przekór przeciwnościom losu.