Eksplorując opuszczone wyrobiska - Manic Miner (ZX Spectrum 1983)
Górskie kilometry...
Bo nie samym graniem żyje człowiek... Wczoraj udało się wyskoczyć w Bieskidy żeby trochę pobiegać po górach, zrobić małą zaprawę przez zimową edycją Chudego Wawrzyńca i w końcu przetestować raczki biegowe Grivela (wersja RAN i RAN LIGHT).
Przygodę rozpoczęliśmy w Mikuszowicach, a dokładnie na Błoniach, niedaleko początku szlaku na Kozią Górę. I tak przez Równię, wspomnianą Kozią Górę, gdzie minęliśmy schronisko Stefanka, następnie przez Kołowrót - dotarliśmy do najwyższego punktu naszej wyprawy - czyli Szyndzielni.
Z każdym metrem wysokości robiło się coraz chłodniej, leżało coraz więcej śniegu, a do tego była lekka mgła. Raki musieliśmy założyć praktycznie po kilkuset metrach. Na podejściach pod śniegiem był lód i nie wyobrażam sobie biegu w samych butach. Już pod górę było to praktycznie niemożliwe, nie wspominając o drodze w dół, szczególnie odcinku Szyndzielnia - Kozia Góra. Ciężko się było zatrzymać, miałem niemałego cykora zbiegając i mając nadzieję, że się nie poślizgnę, a co gorzej nie przewrócę. Dziwne uczucie wiedząc, że każdy krok stawiasz na lodzie... i się nie ślizgasz. Na Szyndzielni spędziliśmy tylko kilka minut, bo mocno wiało, a nie chcieliśmy się wychłodzić. No więc droga powrotna w dół, do Koziej Góry - strach w oczach! Później jeszcze odbicie żeby zamknąć pętle z powrotem na Mikuszowickich Błoniach.
Super wypad, super wyprawa, piękne widoki, uda bolą jak cholera ale było warto się pomęczyć.
Była to trochę zmodyfikowana wersja biegu o nazwie „Nowa twarz zbójnika” - my dodaliśmy do niego Szyndzielnię.
Poniżej jeszcze kilka zdjęć samych widoków, krótki filmik z wyprawy i podsumowanie treningu.
https://flow.polar.com/shared/7e5235f9aa78e5fac829053828ae5f20
Amiga 500 - test i problem ze stacją dysków
Kolejny nabytek i kolejny test. Tym razem w moje ręce trafiła kultowa Amiga 500 i musiałem tylko domówić modulator. Sprzęt odpala - obraz żyleta jednak stacja dysków nie czyta dyskietek. Poniżej filmik z testów.
Jak wiecie Amiga 500 dysponuje tylko wyjściem monochromatycznym za pomocą którego możemy ją podłączyć do telewizora. No ale wtedy mamy czarno-biały obraz. Druga opcja to dedykowany monitor. Oczywiście są dostępne przewody i schematy przewodów RGB-scart (dzięki za poprawienie Krzysztof Odachowski) ale chciałem ją podłączyć jak za dawnych dobrych lat. W tamtych czasach jak już było nas, a w zasadzie to naszych rodziców, stać na komputer to raczej na monitor trzeba było trochę poczekać. Ale obowiązkowym zakupem był modulator o symbolu A520, który dysponował wyjściem composite oraz RF. Mogliśmy podłączyć komputer do telewizora za pomocą tzw. „czincza” lub przez wejście antenowe. Dodatkowe wejście audio służyło do zsumowania dźwięku z obrazem i wygenerowania właśnie sygnału antenowego RF podłączanego przez wejście antenowe.
W mojej Amidze pod tylną klapką niestety nie znalazłem rozszerzenia pamięci czyli muszę się zadowolić 512kB pamięci. Szał! No więc przystąpiłem do testów podpinając Amigę przez wyjście composite. Po włączeniu zasilacza stacja dysków pięknie zachrupała i ukazał się wyraźny i czysty ekran powitalny. Czyli modulator działa i komputer również.
No to włożyłem dyskietkę i... kilka razy stacja zachrupała, mignął znowu ekran powitalny, znów chrupanie i... koniec. Kolejne dyskietki - to samo. No to tyle. Czas rozpocząć naprawę. Mam nadzieję, że to tylko stacja dysków. Ucieszyłem się, że obraz jest jak żyleta więc raczej nie będzie trzeba za bardzo grzebać i wymieniać kondensatorów jak w przypadku A600 - gdzie obraz był ledwie widoczny.
Nie mogło być za łatwo. Myślałem, że tylko wyczyszczę, wybielę... A tu trochę grubsza sprawa. Ale mam na pokładzie super specjalistę więc będzie walka o drugie życie dla sprzętu, tymbardziej, że na pierwszy rzut oka usterka wydaje się banalna.
No to jest plan na przyszły tydzień. Będę miał co robić po godzinach. Motywują mnie takie tytuły jak Centurion, Golden Axe, North & South, Moonstone, Secret of Monkey Island - które mam na dyskietkach. 😀
Będę informował o postępach naprawy. 👍
Renowacja Commodore C64 - czyszczenie, wybielanie plastików
Tak więc bardzo się ucieszyłem, że mogę być posiadaczem wymarzonego komputera C64 - szt. 2 + jeden zasilacz, jeden magnetofon i kilka kaset (nagranych w systemie TURBO ale o tym później). Komputery już wiekowe, na pierwszy rzut oka dosyć mocno wyeksploatowane, zakurzone, brudne, jak na poniższych zdjęciach. W jednym brak przycisku i wiadomo sprężynki pod niego.
Game Boy Classic - backlight & bivert MOD
![]() |
| Oryginalne podświetlenie do Game Boy Classic |
Crittersy i giełdy wymiany kaset VHS
Crittersy wracają i znowu atakują... Nie wiem w sumie po co, ale tak wygląda moja wieczorna uczta kinowa. 😂
I to właśnie dzięki tej produkcji, którą wyhaczyłem ostatnio na pewnej giełdzie (jak za dawnych lat - filmy, gry, elektronika, starocie, słowem cuda) przypomniały mi się czasy giełd na których można było wymienić kasety VHS. Pamiętam jak niedaleko mojego osiedla było takie miejsce w nieistniejącym już klubie w którym organizowane były m.in. szkolne bale. Co niedzielę działała tam właśnie giełda wymiany kaset wideo.
Pamiętam swój debiut kiedy stałem tam zestresowany z kilkoma kasetami i wypatrywałem potencjalnych zainteresowanych moją kolekcją filmów, polując w zamian na perełki takie jak Predator, Terminator, Blood Sport czy Robocop...
Łatwo nie było bo uwaga! Podstawą udanej wymiany były rolki w kasecie. Z metalowymi podbijałeś giełdę. Na plastikowe rolki mało kto chciał się wymieniać, weterani kręcili nosem, nawet jak miałeś fajny hit.
Kopie niektórych filmów pozostawiały wiele do życzenia, na niektórych ledwo co było widać, na innych leciał przez środek ekranu jakiś pasek z reklamą lub numerem telefonu, lub po prostu „śnieżny” pasek, bo taśma już była kilka razy wciągnięta przez magnetowid.
Bardzo ciekawym i emocjonującym etapem był powrót do domu i sprawdzenie filmów. I tutaj często pojawiały się niespodzianki. Bo np film z Van Damme’m nie był filmem z Van Damme’m tylko np starym niemieckim pornosem lub pustą taśmą.
Commodore C64 na Raspberry z Retropie i Game Hat`em
Krótkofalarstwo już na poważnie cz. 1
![]() |
| BAOFENG UV 82 |
Pasja z dzieciństwa i walkie-talkie
Pamiętam jak za czasów bajtla dostałem pierwszą krótkofalówkę. Ledwo to działało ale jaka radocha była na osiedlu. Łączności bezprzewodowe między blokami, między naszymi bazami w lesie i w krzakach. Strasznie mi się to podobało i chyba już wtedy się tym zaraziłem. W krótkofalarstwie podobało mi się to, że nie było dostępne dla wszystkich. Po pierwsze trzeba było mieć odpowiednie radio nastrojone na konkretną częstotliwość. Po drugie nie mogliśmy nadawać bez zdania egzaminu, zrobienia papierów i uzyskania znaku wywoławczego. Tak że nawet z dostępem do takowego radia, nadawanie było zabronione - i to jeszcze bardziej podgrzewało tą całą atmosferę niedostępności dla przeciętnego zjadacza chleba.Niestety licencji nie zrobiłem, nie rozwijałem tego, ale później w dobie już ogólnodostępnego internetu, czytając o dalekich łącznościach międzykontynentalnych, czułem tą samą ekscytację i podniecenie jak za czasów łebka. Oczywiście miałem też CB radio ale to nie było to. Tam gadali głównie kierowcy, przekrzykiwali się, wyzywali, jakość rozmów pozostawiała wiele do życzenia.
No i znów odstawiłem krótkofalarstwo na później.
Nasłuchy DVB-T SDR i odniornik Lidia 80
Kolejnym krokiem była zabawa z tunerem DVB do PC-ta, który po wgraniu specjalnie zmodyfikowanych sterowników - stawał się szerokopasmowym skanerem. Później zbudowałem odbiornik Lidia na pasmo 80m, projektu jednego z krótkofalowców. To było coś pięknego jak po uruchomieniu radyjka, na kawałku przewodu podpiętego do kaloryfera 😂, udało się odebrać jakieś ledwie słyszalne stacje, jeden kolega nadawał z tego co pamiętam z Poznania.No i znów upłynęło trochę czasu... Zdarzało mi się zaglądać różne strony krótkofalowców, oglądałem i słuchałem prób łączności z górskich szczytów, czytałem jak ludzie wymieniają karty QSL potwierdzające łączność z egzotycznymi krajami, coś tam czytałem, ciekawość była i jest ogromna... No ale...
Nowe postanowienie
Albo teraz albo nigdy!
No i właśnie teraz czyli jakieś kilka tygodni temu obiecałem sobie na poważnie zająć się tematem, przyswoić materiał, zdać egzamin i już na legalu czerpać przyjemność zarówno z tych dalekich, na które się najbardziej napaliłem, jak i bliskich łączności. Dodatkowo zmotywował mnie do tego kumpel który też przechodził przez podobny do mnie etap (choć dużo bardziej zaawansowany), a licencji też nie zrobił.
No więc postanowienie jest takie żeby załapać się na grudniowy egzamin i go po prostu zdać.
Pierwsza sprawa to uporządkowanie sobie wszystkich wiadomości, a tych jest sporo i na początku naprawdę nie wiadomo od czego zacząć. Temat krótkofalarstwa to istna kopalnia wiedzy i możliwości. W zależności od rodzaju fali, jej długości, zostały wydzielone pewne pasma częstotliwości. Każde charakteryzuje się innymi własnościami. Na jednych możemy robić dalekie łączności, na innych bliskie, za pomocą różnych modulacji, o określonych porach dnia i nocy, możemy łączyć się przez przemienniki, używać telegrafii, wstęg bocznych, wykorzystywać odbicia fal od księżyca, itd, itd.
Do teraz mam
problem żeby to ogarnąć. No ale każdy kiedyś zaczynał i fajnie jest odkrywać i
uczyć się nowych rzeczy.
Baofeng UV 82
Od czego zacząłem? Od kupna pierwszego ręcznego radyjka i... słuchania. Kupiłem taniego Baofenga UV 82, który umożliwia prace na 2-ch pasmach: 2m i 70cm. Jest to tzw. duobander, czyli dwupasmowy radiotelefon.
W necie łatwo znaleźć band plan tych pasm czyli podział na częstotliwości z wyszczególnieniem gdzie można czegoś posłuchać. Na tych dwóch zakresach możemy posłuchać raczej lokalnych łączności ale są tutaj też przemienniki przez które możemy zwiększyć nasz zasięg. Dodatkowo przemiennik podłączony do sieci FM-link umożliwia zrobienie łączności za pomocą ręcznego radyjka z praktycznie całą Polską.
No więc radyjko trzeba skonfigurować, zapisać poszczególne częstotliwości i nasłuchiwać. Dzięki temu dowiemy się jak to robią profesjonaliści, jak prowadzą rozmowę korzystając ze swoich znaków i jak je literują.
Dla niecierpliwych - w paśmie 70cm istnieje coś takiego jak kanały PMR na których możemy bez przeszkód prowadzić legalne rozmowy. Jest tam np wydzielony kanał ratunkowy w górach. Ostatnio
udało mi się nawiązać łączność podczas górskiego biegania w Beskidach - pętla
Stanisława Huli, okolice Szczyrku.
W kolejnych postach postaram się usystematyzować wiedzę i zrobić coś na kształt mini poradnika, bazując oczywiście na tym co robię i czego się uczę na drodze do uzyskania licencji i swojego własnego znaku wywoławczego.
Trzymajcie się.










































