Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad doposażeniem mojego C64 o urządzenie dzięki któremu będę mógł ładować obrazy dyskietek, pliki PRG i ogólnie wszystkie dane, wprost z karty SD.
Mam oryginalny magnetofon, czar i magia kaset oczywiście pozostała ale obrazy są wygodniejsze, szybciej i bardziej dostępne, sporo nowych gier można dziś kupić w necie i od razu je mieć w formacie .D64. No a współczesny fan retro sprzętu przecież się nie obrazi jeśli będzie miał w życiu trochę łatwiej.
No więc zabrałem się za budowę sprzętu. Co to jest Pi1541 możecie przeczytać na wielu stronach, obejrzeć filmiki prezentujące sprzęt itd. Ja Was zachęcam do odwiedzenia strony autora projektu.
Jest tam dokładnie opisane co to jest i jak to działa.
A tak w skrócie. Pi1541 to emulator stacji dyskietek do Commodore C64 oparty o mikrokomputer Raspberry Pi.
Czym się różni np od popularnego SD2IEC - a no tym, że jest w stanie w pełni emulować prawdziwą stację dysków, jej procesor 6502, 2 układy 6522 i co za tym idzie - wykonywać kod programu. Prawdziwa stacja dyskietek była swego rodzaju osobnym komputerem który prócz zwykłego wczytywania danych odpalał na pokładzie samej stacji programy jak np fast-loadery, które wykonywały się w pierwszej kolejności. Niestety SD2IEC tego nie potrafi i nie jest w stanie odpalić niektórych dem, gier czy programów.
Tak więc reasumując, nasz emulator umożliwia 100-procentową emulację prawdziwiej stacji dyskietek 1541 i jeszcze kilku kolejnych modeli. Oparty jest o mikrokomputer Raspberry Pi na którym chodzi całe oprogramowanie.
Pi1541 to w zasadzie 3 rzeczy:
- tzw. „hat” czyli nakładka na wspomniane Raspberry Pi, która jest interfejsem pomiędzy naszym C64 a właśnie RPi. Jest wyposażona w przyciski do obsługi i poruszania się po menu, wyświetlacz, porty przyłączeniowe;
- Raspberry Pi - najlepiej wersja 3A+ którego użyłem do budowy (chodzi już na pewno z wcześniejszymi wersjami, łącznie z Pi Zero);
- oprogramowanie które możemy sobie ściągnąć z sieci, w zasadzie jest to obraz do zainstalowania na karcie SD albo specjalnie przygotowany folder do przekopiowania na kartę.
Schematy samej nakładki możecie znaleźć w necie. Istnieją różne wersje. Ja skorzystałem z gotowej wersji "kitowej" płytki PCB do poskładania i polutowania. Nabyłem ją wraz z obudową od kolegi z grupy C64 Power. Poniżej link do aukcji:
Znajdują się tam ważne informacje dotyczące mostków które trzeba wykonać podczas procesu lutowania.
No więc uzbrojony we wszystkie potrzebne narzędzia, rozpocząłem proces lutowania.
Ale najpierw trochę o komponentach czyli o tym co wlutowujemy w płytkę drukowaną.
- „Logic level shifter” czyli układ który dopasowuje nam napięcia. Jak wiecie C64 pracuje z napięciem 5V, a Raspberry Pi - 3,3V. Dzięki układowi oba urządzenia mogą się dogadać. Najlepiej kupić już gotową płytkę, wtedy wlutowujemy ją tylko na goldpiny i to cała robota. Oczywiście możemy zlutować go sobie sami ale są tam rezystory i tranzystory polowe w technologii SMD i powiem szczerze, średnio wprawieni w lutowaniu będą mieli nie lada wyzwanie. Po co się męczyć. I tutaj popełniłem pierwszy błąd. Nie zauważyłem, że do zestawu były dołączone goldpiny na które wystarczyło nałożyć układ, włożyć w otwory w płytce i przylutować. Ja dorobiłem krótkie przewody, trochę się namęczyłem, zlutowałem wszystko... i później chciałem to zrobić do porządku i zacząłem rozlutowywać ten układ - tragedia, siedział tak, że ciężko go było rozlutować. No ale udało się, ale szczerze - mogłem go zostawić tak jak był na tych samoróbkach. Bałem się, że przepaliłem kilka ścieżek...
- „7406 Hex Inverter” - układ scalony dzięki któremu możemy podłączyć jeszcze kilka urządzeń pod ten sam port szeregowy. Z tego co widziałem są 2 wersje płytki, jedna z i jedna bez tego układu. Autor projektu zaleca by w przypadku gdy planujemy w przyszłości coś jeszcze podłączyć pod port szeregowy (np drugą stację lub SD2IEC) zastosować wersję płytki z układem 7406. Jest to zestaw bramek logicznych które wysterowują nam komunikację po szynie szeregowej, dzięki czemu wszystkie urządzenia podłączone pod ten sam port - nie kolidują ze sobą. Bez niego istnieje duże ryzyko zjarania portu.
- wyświetlacz - super sprawa, będzie nam służył do obsługi stacji, poruszania się po folderach, montowania obrazów, kolejnych dyskietek, itd. Bez niego mamy w Raspberry Pi wyjście HDMI - możemy np podłączyć zewnętrzny monitor lub telewizor.
- pozostałe komponenty, takie jak rezystory, kondensator, goldpiny, 2 gniazda (jedno do C64 i drugie do którego możemy podłączyć kolejne urządzenie), buzzer - który imituje pseudo dźwięk stacji, złącze do GPIO.
No to można przystąpić do lutowania. W pierwszej kolejności najlepiej wlutować układ dopasowujący napięcia, następnie rezystory, kondensator, mikrostyki i układ scalony. Czyli zacząć od tych najniższych komponentów, kończąc na tych wyższych. Ja popełniłem ogromny błąd bo samą szynę GPIO wlutowałem nie z tej strony co trzeba, mimo że była oznaczona na płytce. No i miałem nie lada problem żeby ją rozlutować, przy okazji przypaliłem trochę plastików (gniazdo IEC i sama szyna GPIO). Kolejna sprawa, nie zauważyłem, że do zestawu były dołączone goldpiny które należało w pierwszej kolejności i wlutować i na nich osadzić układ dopasowujący napięcia. Ja oczywiście zrobiłem sobie swoje połączenie z krótkich przewodów, zajęło mi to trochę czasu, no i w sumie tak by mogło to pozostać... Ale miałem poprawiać żeby było tak hak fabryka chciała. No i kolejna załamka... Weź to odlutuj, gorzej niż z tą szyną.
Tutaj byłem niemal pewien, że uwaliłem ścieżki, no ale poluzowałem to wszystko poprawiłem, no i spróbowałem to uruchomić.
Wszystko zlutowane / szyna GPIO po właściwej stronie
Bardzo ważne! Po zlutowaniu wszystkiego trzeba połączyć punkty lutownicze na spodzie płytki czyli zlutować mostki. Ja standardowo posłużyłem się schematem z poniższej strony, gdzie domyślnie były narysowane połączenia które trzeba wykonać. Adres strony i wersję / rewizję płytki znalazłem... nadrukowaną na samej płytce. Poniżej link do rewizji 4-tej.
Podaję zasilanie bez karty SD na razie. Dioda POWER się swieci ale to wszystko. No to mówię dupa!
I tak od niechcenia przygotowałem kartę SD - przegrałem na nią całą zawartość archiwum które ściągnąłem, a w zasadzie dostałem od kolegi z C64 POWER. Wkładam kartę, podłączam zasilacz i... nie wierzę!!!! Stacja się zgłasza!!! Myślę, na pewno coś nie działa, np klawisze... Uwierzcie, wszystko działa. Jestem w szoku.
No to teraz trochę o klawiszologii licząc od lewej:
- instaluj / odinstaluj dysk (czyli montowanie dyskietki w stacji)
- menu w dół
- menu w górę
- exit / przejście do wyższego katalogu
- selekt / dodanie dyskietki - przykładowo jeśli mamy w katalogu 3 pliki D64 to po kolei sekektem dodajemy jako pierwszą, drugą i trzecią. Po zamontowaniu pierwszej - przełączamy się między nimi menu w górę i menu w dół.
No to teraz krótko o wczytaniu obrazu.
1. Wybieramy interesujący nas obraz dyskietki
2. Najeżdżamy na niego kursorem
3. Pierwszym z przycisków go montujemy w stacji
4. Piszemy polecenie LOAD „*”,8
Tym oto sposobem ładuje nam się pierwszy napotkany plik w zamontowanym obrazie. Nr 8 to numer urządzenia, jest im domyślnie stacja dysków. Jeśli chcemy sobie podejrzeć zawartość dyskietki to po zamontowaniu jej w stacji wpisujemy polecenie.
LOAD „$”,8
LIST
Wylistuje nam zawartość dyskietki i możemy poleceniem LOAD załadować konkretny plik. Możemy tez użyć skrótu wpisując kilka pierwszych liter pliku a później dać gwiazdkę np LOAD „mac*”,8. Jeśli na dysku będzie plik zaczynający się od liter mac to go załaduje.
Poleceniem LIST możemy również wylistować zawartość katalogu w którym obecnie jesteśmy. Ogólnie do przeglądania i ładowania plików polecam program FB64. Jest to browser który umożliwia lądowanie plików PRG, których nie widać z poziomu samej stacji.
Podsumowując polecam do wczytywania użycie jakiegoś kartridża z TURBO jak np SD2IEC który konkretnie przyspiesza ładowanie danych ze stacji.
Poniżej zamieszczam filmik na którym możecie zobaczyć jak to wszystko działa.
Shadow over Hawksmill, nowość na C64 wydana w 2020 przez Psytronik Software, na pewno Was nie zawiedzie.
Mamy małe miasteczko w północno-wschodniej Anglii... Miasteczko w którym pewnej nocy znikają bez śladu wszyscy mieszkańcy. Co takiego się tam wydarzyło - musimy odkryć już sami. Jako inspektor Black, spec od zaginionych osób, przybywamy na miejsce żeby rozwiązać tą tajemnicę. Inspektor Black ma już pewne przypuszczenia co się tam wydarzyło, a raczej co dopiero może się wydarzyć. Od wielu lat studiował stare manuskrypty, a nawet Necronomicon...
Deszczowe, mroczne i puste Hawksmill... Zaczynamy.
Przedstawiam Wam świetną kolekcję shooterów autorstwa Alfa Yngve wydaną przez Psytronik w 2020 roku.
ZAP FIGHT TRILOGY
Alf od wielu lat tworzy gry przy użyciu narzędzia zwanego SEUCK (Shootem Up Construction Kit). Jego gry były wielokrotnie nagradzane w corocznym konkursie twórców używających właśnie tego oprogramowania do tworzenia swoich gier. Grę zakupiłem w wersji cyfrowej ale żeby było ciekawiej ląduję ją korzystając z obrazu taśmy .TAP i najtańszego adaptera kasety magnetofonowej, on i naturalnie z klasycznego magnetofonu do Commodore C64. Zapraszam do krótkiego przeglądu gry.
Tyle fajnych gier jest na tych wiekowych kasetach, że wypadałoby poświecić im trochę więcej czasu i powspominać, przypomnieć albo jak w moim przypadku odkryć je na nowo. I tak też robię. Dzisiaj wracam, a raczej odkrywam na C64 grę SANXION z 1986.
Na pewno spodoba się wszystkim mianiakom starych, dobrych shooterów, przy których spędzało się godziny na posiadówach z kumplami i wydawało ostatnie kieszonkowe w salonach gier.
„Płynie Wisła płynie po polskiej krainie...”. Cartridge „Black Box” urzekł mnie swoją mową i śpiewem. Synteza mowy - majstersztyk jak na tamte czasy, a to tylko namiastka drzemiących w nim mocy. 😂
Szacun i ukłony dla naszego rodaka Pana Romualda Drahokaupila za stworzenie tego legendarnego „must-have’a” każdego użytkownika C64.
Ale miało być o lutowaniu przewodu „composite video” i podłączeniu ponadczasowego „komodorka” do monitora LCD i przenośnego głośniczka. To tak przy okazji, musiałem podzielić się z Wami wrażeniami.
Tak więc... Stanowisko bojowe gotowe. Na początku zlutowałem sobie przewód „composite” żeby podłączyć C64 normalnie do telewizora przez złącze video czyli przez tzw. „czincze”, a nie przez wejście antenowe.
Późnej pomyślałem, że jednak do telewizora będzie ciężko się dostać i co chwilę podłączać, rozłączać, chować... Nieee. Fajnie by było zrobić takie w miarę stałe stanowisko, a do tego mam stary monitor VGA. No i to jest pomysł!
Trochę musiałem pokombinować z konwerterami i wyszedł mały pająk: C64 COMPOSITE—>AV2HDMI—>HDMI2VGA—>MONITOR. Na szczęście wszystko działa! Oczywiście można te 2 konwertery zastąpić jednym AV2VGA - ale nie miałem pod ręką, muszę kupić, dlatego takie kombinacje.
BlackBox’ik który dostałem w prezencie zapodany, kasety są... To teraz można zasiąść w świątyni. 😈
Eksplorując opuszczone wyrobiska prastarej kopalni w poszukiwaniu pozostawionego bogactwa. Należało by jeszcze dodać, że nie zważając na czyhające na nas niebezpieczeństwa.
Z takimi wyzwaniami przyjdzie zmierzyć się górnikowi Willy`iemu, bohaterowi kultowej gry MANIC MINER, wydanej na ZX Spectrum.
Gra została napisana przez 17-to letniego Matthew Smith’a i wydana w 1983 roku przez Blue-Byte, później jeszcze raz w 1985 roku przez Software Projects - własną firmę wspomnianego autora, kiedy to już był pełnoletni.
Inspiracją do napisania gry był hit z 8-bitowego Atari - Miner 2049er.
Bo nie samym graniem żyje człowiek... Wczoraj udało się wyskoczyć w Bieskidy żeby trochę pobiegać po górach, zrobić małą zaprawę przez zimową edycją Chudego Wawrzyńca i w końcu przetestować raczki biegowe Grivela (wersja RAN i RAN LIGHT).
Przygodę rozpoczęliśmy w Mikuszowicach, a dokładnie na Błoniach, niedaleko początku szlaku na Kozią Górę. I tak przez Równię, wspomnianą Kozią Górę, gdzie minęliśmy schronisko Stefanka, następnie przez Kołowrót - dotarliśmy do najwyższego punktu naszej wyprawy - czyli Szyndzielni.
Z każdym metrem wysokości robiło się coraz chłodniej, leżało coraz więcej śniegu, a do tego była lekka mgła. Raki musieliśmy założyć praktycznie po kilkuset metrach. Na podejściach pod śniegiem był lód i nie wyobrażam sobie biegu w samych butach. Już pod górę było to praktycznie niemożliwe, nie wspominając o drodze w dół, szczególnie odcinku Szyndzielnia - Kozia Góra. Ciężko się było zatrzymać, miałem niemałego cykora zbiegając i mając nadzieję, że się nie poślizgnę, a co gorzej nie przewrócę. Dziwne uczucie wiedząc, że każdy krok stawiasz na lodzie... i się nie ślizgasz. Na Szyndzielni spędziliśmy tylko kilka minut, bo mocno wiało, a nie chcieliśmy się wychłodzić. No więc droga powrotna w dół, do Koziej Góry - strach w oczach! Później jeszcze odbicie żeby zamknąć pętle z powrotem na Mikuszowickich Błoniach.
Super wypad, super wyprawa, piękne widoki, uda bolą jak cholera ale było warto się pomęczyć.
Była to trochę zmodyfikowana wersja biegu o nazwie „Nowa twarz zbójnika” - my dodaliśmy do niego Szyndzielnię.
Poniżej jeszcze kilka zdjęć samych widoków, krótki filmik z wyprawy i podsumowanie treningu.
Kolejny nabytek i kolejny test. Tym razem w moje ręce trafiła kultowa Amiga 500 i musiałem tylko domówić modulator. Sprzęt odpala - obraz żyleta jednak stacja dysków nie czyta dyskietek. Poniżej filmik z testów.
Jak wiecie Amiga 500 dysponuje tylko wyjściem monochromatycznym za pomocą którego możemy ją podłączyć do telewizora. No ale wtedy mamy czarno-biały obraz. Druga opcja to dedykowany monitor. Oczywiście są dostępne przewody i schematy przewodów RGB-scart (dzięki za poprawienie Krzysztof Odachowski) ale chciałem ją podłączyć jak za dawnych dobrych lat. W tamtych czasach jak już było nas, a w zasadzie to naszych rodziców, stać na komputer to raczej na monitor trzeba było trochę poczekać. Ale obowiązkowym zakupem był modulator o symbolu A520, który dysponował wyjściem composite oraz RF. Mogliśmy podłączyć komputer do telewizora za pomocą tzw. „czincza” lub przez wejście antenowe. Dodatkowe wejście audio służyło do zsumowania dźwięku z obrazem i wygenerowania właśnie sygnału antenowego RF podłączanego przez wejście antenowe.
W mojej Amidze pod tylną klapką niestety nie znalazłem rozszerzenia pamięci czyli muszę się zadowolić 512kB pamięci. Szał! No więc przystąpiłem do testów podpinając Amigę przez wyjście composite. Po włączeniu zasilacza stacja dysków pięknie zachrupała i ukazał się wyraźny i czysty ekran powitalny. Czyli modulator działa i komputer również.
No to włożyłem dyskietkę i... kilka razy stacja zachrupała, mignął znowu ekran powitalny, znów chrupanie i... koniec. Kolejne dyskietki - to samo. No to tyle. Czas rozpocząć naprawę. Mam nadzieję, że to tylko stacja dysków. Ucieszyłem się, że obraz jest jak żyleta więc raczej nie będzie trzeba za bardzo grzebać i wymieniać kondensatorów jak w przypadku A600 - gdzie obraz był ledwie widoczny.
Nie mogło być za łatwo. Myślałem, że tylko wyczyszczę, wybielę... A tu trochę grubsza sprawa. Ale mam na pokładzie super specjalistę więc będzie walka o drugie życie dla sprzętu, tymbardziej, że na pierwszy rzut oka usterka wydaje się banalna.
No to jest plan na przyszły tydzień. Będę miał co robić po godzinach. Motywują mnie takie tytuły jak Centurion, Golden Axe, North & South, Moonstone, Secret of Monkey Island - które mam na dyskietkach. 😀
W moje ręce wpadły 2 egzemplarze Commodore C64C (nowe obudowy). Jak już pisałem wcześniej to mój wymarzony sprzęt z dzieciństwa którego nigdy nie miałem - bo miałem lepiej - Po ZX Spectrum była już Amiga 500. No ale czasy królowania C64 spędziłem u kumpli przed lekcjami i po lekcjach.
Tak więc bardzo się ucieszyłem, że mogę być posiadaczem wymarzonego komputera C64 - szt. 2 + jeden zasilacz, jeden magnetofon i kilka kaset (nagranych w systemie TURBO ale o tym później). Komputery już wiekowe, na pierwszy rzut oka dosyć mocno wyeksploatowane, zakurzone, brudne, jak na poniższych zdjęciach. W jednym brak przycisku i wiadomo sprężynki pod niego.