SECRET SERVICE 28 (październik 1995) – gry, które pamiętamy

SeriaGry z SECRET SERVICE

Magazyn: SECRET SERVICE

Numer: 28
Data wydania: październik 1995

Moje TOP 3 z numeru: Celtic Tales: Balor Of The Evil Eye, Zak Mc Kraken, Eye Of The Beholder 2 

        

        O wakacjach już prawie zapomnieliśmy i czas wracać do szkolnych ławek. Na szczęście jest kiosk, a pani czeka już z nowym, 28. numerem Secret Service.

SECRET SERVICE 28


Z okładki szczerzy zęby jakiś goryl i już po chwili wiem, że to jeden z bohaterów, a w zasadzie zawodników bijatyki Primal Rage. I tutaj taka ciekawostka, którą możecie przeczytać w tekście — te groźne, prehistoryczne stworzenia to nic innego jak plastelinowe figurki animowane poklatkowo, dokładnie techniką, jaką znamy z „Misia Uszatka”. Fajnie im to wyszło, bo całościowo gra robi niezłe wrażenie. Kolejna ciekawostka to jeden z ciosów wspomnianej małpy — „Fart of Fury”. Nic więcej dodawać nie trzeba.

Primal Rage

Primal Rage

Primal Rage

Przy okazji tej gry przypomniała mi się historia, kiedy mieliśmy w domu kamerę, taką dużą, na kasety VHS, i tata ją naprawiał. Ustawiałem „chłopki” G.I. Joe i tworzyłem swoje animacje, wciskając na kamerze co chwilę „record” / „pause”.

Idąc dalej, mamy tutaj info o premierze filmu Mortal Kombat. Gulash z Pegazem nie mogą wyjść z zachwytu, jaki ten film jest dobry. Dzisiaj odbieram go już trochę inaczej, ale jednak zawsze z miłą chęcią do niego wrócę. Na pewno na wielkie brawa zasługuje ponadczasowa ścieżka dźwiękowa i bardzo dobre sceny walk. Efekty trochę przemilczę — Goro wydawał mi się jakiś taki plastelinowy.

Film miałem okazję obejrzeć w kinie Kosmos w Katowicach. I zabrałem na niego… swoją babcię Agnieszkę. Oglądam, emocje sięgają zenitu, jakaś walka Scorpiona, coś tam komentuję i po chwili odwracam się do tyłu… a babcia już od ładnych kilkudziesięciu minut śpi i chrapie. Ale film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i bardzo miło wspominam ten czas. Może dzisiaj sobie go odświeżę do snu.

Na kolejnych stronach gry amigowe. I tutaj ukłon do redakcji, że jeszcze pamiętają. Jest Doman od twórców Franko. Tej charakterystycznej grafiki i kunsztu rysowniczego autora nie da się zapomnieć…
i nie da się też podrobić. Ogólnie gra to taki gorszy Golden Axe, ale polski, więc fajny.


Doman: Grzechy Ardana

Doman

Gloom to taka zagraniczna próba zrobienia kolejnej podróby Dooma. Chodzi podobno tylko na kościach AGA, więc A1200. Ja uruchamiałem na THE A500 Mini, wykryło mi jakiś wypasiony procesor, zwiększyłem rozmiar obrazu i… pixeloza jak cholera. Ale uwaga! Jest to bardzo miodne. Naprawdę gra się świetnie. Jest przygodówka Misja Harolda od twórców Mentora i Eksperymentu Delfin, więc do kompletu warto byłoby przejść.

Gloom


Misja Harolda

Kolejna gra to znowu ukłon w stronę Commodorowców i oczywiście redakcji — Zak McKracken. Świetny tytuł, który bardzo kojarzy mi się z Maniac Mansion. Zresztą nazwisko Ron Gilbert już mówi swoje. Tytuł, jak to mówią, must play!

Zak Mc Kracken

Zak Mc Kracken



Miałem pisać o trzech grach numeru i zaraz o tym napiszę, ale po drodze, przy kartkowaniu numeru, przypominają mi się inne gry. Football Glory! To taki jakby Sensible Soccer, tylko bardziej jajcarski i trochę bardziej brutalny. Wślizgi, dyskusje z sędzią i wynoszenie na noszach były na porządku dziennym.

Football Glory

Operation Stealth, czy tam „James Bond”, jak grę określają — świetny tytuł, ale był już opisywany w Top Secret 3.

Operation Stealth

Kolejna, bardzo dobra gra to Eye of the Beholder 2. Lochy, smoki, marka Dungeons & Dragons
i w dodatku na Amigę mówią same za siebie. RPG pełną parą. Nie grałem i jak znajdę czas na emeryturze, to na pewno nadrobię. No, może trochę wcześniej, bo w RPG ostatnio bardzo się wciągnąłem.


Eye of the Beholder 2

Eye of the Beholder 2


MechWarrior 2. O tym tytule piszę, bo znowu przypomniała mi się historia z mojego osiedla. Jak już Wam kiedyś wspominałem, niedaleko mojej szkoły, obok knajpy z automatami i naprzeciwko kiosku, co niedzielę działała giełda wymiany kaset wideo. Ale nie… tę kasetę miałem jednak od kumpla, który też ją pewnie tam wymienił. Chodziło o film o wielkich robotach, do których wsiadali ludzie (ale nie jak w tym memie „jestem w robocie”) i toczyli pojedynki. W pamięci do dziś siedzi mi taka jedna scena, w której człowiek uderza pięścią w drugą dłoń, a robot robi to samo. Piękne to było — opowiadaliśmy o tym filmie w szkole przez kolejny tydzień. Pamiętacie może tytuł?

Mechwarrior 2

Mechwarrior 2




Jest jeszcze artykuł o bardzo drogim hełmie VFX1 — w tamtych czasach w cenie komputera z procesorem Pentium — i o zapomnianej Amidze CD32. Trochę się spóźnili z tym tekstem, bo zaledwie miesiąc wcześniej pisali o rewolucyjnej PlayStation 1, więc wiadomo, kto wykonał ostateczny i zwycięski ruch na szachownicy. Nie było czego zbierać.
I teraz uwaga — zmierzam do mojego wewnętrznego rankingu, bo zupełnie przypadkiem uruchomiłem grę, która jest opisywana prawie na końcu. Jest to raczej mało znana gra, albo się po prostu mylę — może ją znacie. Pełny jej tytuł to Celtic Tales: Balor of the Evil Eye od firmy Koei, którą znam ze świetnej gry Genghis Khan.

Celtic Tales: Balor of the Evil Eye

Celtic Tales: Balor of the Evil Eye

Celtic Tales: Balor of the Evil Eye


Wracając do celtyckich opowieści — jest to połączenie strategii z RPG, w którym budujemy, zarządzamy i rozwijamy naszą prowincję, atakujemy obce i próbujemy podbić całą wyspę. Oczywiście, jak w każdej dobrej strategii, są tutaj takie elementy jak uprawa roli, gromadzenie surowców, negocjacje, pobory podatków, szkolenie armii, a nawet przeciągania pokonanych przeciwników na naszą stronę. To takie bardzo rozbudowane „Settlersy”. Dla mnie coś nowego, coś innego i coś, co wciąga już od pierwszych minut grania, nie powodując zniechęcenia ilością dostępnych opcji. Spójrzcie na screeny i na tę charakterystyczną grafikę oraz sam sposób przedstawienia gry.

Celtic Tales: Balor of the Evil Eye

Celtic Tales: Balor of the Evil Eye

Tak więc dla mnie gry numeru to:

  1. Celtic Tales: Balor of the Evil Eye
  1. Zak McKracken
  1. Eye of the Beholder 2

Takie wspomnienia i retro odkrycia na dziś.

Dajcie znać, co Wy zapamiętaliście z tego numeru albo z tamtych czasów. No i jak ktoś ma ochotę i czas, to zapraszam też na YT.





Share:

TOP SECRET 6 (sierpień/wrzesień 1991) – gry, które pamiętamy

Seria: Gry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 6
Data wydania: sierpień/wrzesień 1991
Moje TOP 3 z numeru: Pirates!, Lemmings, Stunt Car Racer


Lato 1991 roku. W kioskach pojawia się szósty numer TOP SECRET – jeszcze jako dwumiesięcznik. Dla wielu z nas to był kolejny powód, żeby kilka razy w tygodniu zaglądać do kiosku i odkładać drobne na wymarzony numer.


Gdybym miał wtedy w rękach ten numer, pewnie zakochałbym się w PIRATES! od Sida Meiera. Początkowo nie wiedziałem nawet, że gra ukazała się w wersji na C64 – poznałem ją dopiero po latach. I powiem Wam jedno: na 8-bitach to wciąż kawał świetnej gry.


Mając 10 lat, na moim biurku stał jeszcze mały „gumiak” – ZX Spectrum 48. Nawet gdybym miał wtedy C64, pewnie i tak problemem byłaby stacja dysków… A jej koszt? No cóż – drugi komputer w domu byłby chyba tańszy. 😉

Pirackie Karaiby odkryłem więc dopiero na Amidze 500. Żeglowałem, zdobywałem miasta i statki, handlowałem, plądrowałem, walczyłem na miecze z najgroźniejszymi oprychami. Amiga chodziła na okrągło. To bez dwóch zdań tytuł tego numeru.




Drugi ponadczasowy hit to LEMMINGS. Pamiętam niedzielę po kościele i wyprawę na giełdę na Gliwicką – słynną Baildonę. Wróciliśmy z grą zachwalaną przez wszystkich. Klapa się otworzyła, wysypały się małe stworki i trzeba było wydawać im polecenia. Graliśmy całą rodziną, przechodząc coraz trudniejsze poziomy. Jeden kopał, drugi blokował, trzeci szybował z parasolem…

Ale tylko do obiadu — bo później na „Trójce” leciał najlepszy serial na świecie - Robin of Sherwood z Michaelem Praed’em, a wieczorem „Dr Queen”. Fajna to była niedziela.




Na trzecim miejscu w moim rankingu TS6 uplasował się STUNT CAR RACER. Ten tytuł również poznałem dopiero na Amidze, choć kilka dni temu zagrałem też w świetną wersję na C64. To ten typ gry, do której wracasz po latach i bawisz się tak samo dobrze. Do dziś pamiętam łańcuchy podnoszące bolid na tor wybudowany wysoko nad ziemią. „Fire” – i gaz do dechy. Dopalacz, skok nad przepaścią, walka na zakrętach, żeby nie wypaść z toru. Bo wypadnięcie oznaczało lot z kilku metrów w dół. Świetny tytuł.







W numerze znajdziemy też sporo symulatorów – głównie morskich. SILENT SERVICE, świetny klimat podwodnej wojny. Ja później grałem już w Silent Huntera na Amidze – emocje przy zanurzaniu i wysuwaniu peryskopu pamiętam do dziś. Jest też fajny symulator śmigłowca TOMAHAWK, a skoro o lotnictwie mowa – pamiętacie moją boxową zdobycz, F-14 Tomcat? Tak! C64 też umiało w symulatory.









W tym numerze jest jeszcze kilka fajnych gier, jak np świetny CADAVER którego nie znałem. Szwędamy się po lochach, jaskiniach i zbieramy różne przedmioty, które wykorzystujemy dalej. Przy okazji walczymy z różnymi przerażającymi (lub nie) kreaturami. Taka trochę przygodówka, trochę komnatówka, trochę rpg i jest w artykule tabelka z opisem przejścia. Naprawdę fajna gra i z tego co udało mi się poźniej dowiedzieć, to była swego czasu bardzo wysoko oceniana. Tak więc polecam, pomimo tego, że tutaj więcej czasu jej nie poświęciłem. 




Jest sporo świetnych gier, każdy ma swoje typu, a ja tutaj wybrałem kilka swoich - tych znanych i tych mniej znanych, których odpalenie dało mi trochę frajdy.

I na koniec ogromny plus dla redaktorów TOP SECRET – wśród tego całego latającego i pływającego żelastwa jest masa technikaliów, opisów konstrukcji, dat służby i tła historycznego. Gra z takim kontekstem smakuje jeszcze lepiej. Można było dowiedzieć się więcej niż z niejednej lekcji historii.




Takie są moje trzy gry tego numeru.

A Wy? Co najbardziej zapamiętaliście z TOP SECRET 6?


Papier pożółkł, sprzęt się zmienił, ale emocje zostały. Wystarczy jeden numer TOP SECRET, żeby znów poczuć się jak dzieciak czekający na załadowanie gry z kasety.


Jak zawsze zapraszam na nowy odcinek na YouTube, wrzucam kilka wspominkowych zdjęć i życzę Wam spokojnego weekendu. 💾


Wasz Bajtel








Share:

Pasjonaci są wśród nas… Retro kolekcje - Kusok


Jesteśmy zajarani retro! Wśród nas jest wielu fajnych ludzi, pasjonatów i kolekcjonerów elektroniki minionej epoki. 

My Retro Hobby. Tak nazywa się kanał kumpla którego miałem okazję niedawno poznać i z którym udało się nagrać ciekawy podcast w którym opisuje swoją historie związaną z kolekcjonowaniem retro sprzętu. 

Kusok prócz tego, że jest kolekcjonerem i wielkim pasjonatem retro, jest przede wszystkim super gościem!  W jego kolekcji są takie sprzęty, że głowa mała. Większość z nich prezentuje na wspomnianym kanale, który już od dłuższego czasu prowadzi na YT.  Dodatkowo Kusok wie chyba wszystko o konsoli Pegasus, zresztą w najnowszym numerze Pegasus Extreme możecie przeczytać jego artykuł o historii Pegasusa, jak to pewien facet pojechał do Azji po jeansy, a wrócił z konsolą która zwojowała polski rynek i którą znają chyba wszyscy. Świetnie się gadało, a w zasadzie Kusok gadał, a my słuchaliśmy tej pięknej historii z zapartym tchem. Zachęcam wszystkich fanów retro do zapoznania się z kanałem i materiałami kolegi. A żeby Was zachęcić - skrót opowieści w postaci podcasta. 😉🤛

#zajaraniretro #retrokolekcja #kusok #myretrohobby








Share:

DEAD SPACE (2008) - ZAKOŃCZENIE! Walka z ostatnim bossem!

Ukończyłem Dead Space!

Ale to była przygoda, ale to był horror!
Samo zakończenie, walka z ostatnim bossem - genialne! Zresztą zobaczcie sami na poniższych zdjęciach i filmiku który udało mi się nagrać podczas ostatecznego pojedynku.

Dead Space - bestia pokonana

Co do fabuły to wjechała na inne tory niż myślałem i trochę się porobiło. Miałem okazję na własne oczy zobaczyć złowrogi, tajemniczy znak, a nawet transportować go do miejsca w którym nikomu by już nie mógł zagrozić... Jak się dowiadujemy na późniejszym etapie gry - znak jednak nie jest obcego pochodzenia, a został stworzony na ziemii przez ludzi na wzór tego oryginalnego odkrytego w kosmosie. Czyli ludzie jak zwykle nie wyciągnęli wniosków i stworzyli na nowo coś co nie powinni nigdy powstać.

Tajemniczy, złowrogi znak

Znak przetransportowany, za chwilę ostateczna walka

W samej końcówce okazało się, że nasza kumpela Kendra jednak nie jest naszą kumpelą, a w zasadzie nie była, bo krótko po incydencie przejęcia znaku i zamknięcia nas w jednym z pomieszczeń - zginęła rozerwana przez mackowatego potwora. No więc stawiamy mu czoła, pokonujemy go, wchodzimy do statku i uciekamy z tego piekła... Chyba jesteśmy bezpieczni... Do czasu...

No właśnie, czas na Dead Space 2 o którym wkrótce napiszę... 

#deadspaceending #deadspace 

Dead Space - Ostateczna walka!



Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

SABOTEUR po 40 latach – nowe wydanie na ZX Spectrum (po polsku, na kasecie)

SABOTEUR! Platforma: ZX SPECTRUM Autor: Clive Townsend Wydanie: NRG Studio, 2025      Są gry, które pamiętamy nie dlatego, że spędziliśmy pr...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.