TOP SECRET 8 (grudzień/styczeń 1992) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

SeriaGry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 8
Data wydania: grudzień/styczeń 1992

Moje TOP 3 z numeru: Centurion, Secret Of Monkey Island, Powermonger


    Kolejny przystanek w naszym kiosku retro — tym razem TOP SECRET nr 8 z przełomu 1991/1992 roku.


Lata lecą nieubłaganie, a my jak zwykle pod prąd. I tym razem wehikuł czasu przeniesie nas jeszcze dalej w przeszłość, bo do początku 1992 roku, kiedy to ukazał się 8. już numer magazynu TOP SECRET. Nadal jest to dwumiesięcznik i na okładce widnieją miesiące styczeń i luty, więc przełom lat 91/92.


No i cóż fajnego w środku. No powiem Wam, że będzie się działo i chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby odpalić większość opisywanych tu gier. Ale od początku. Naczelny Przasnyski („Martinez”) pisze o małych opóźnieniach, tłumaczy się z małej ilości opisywanych gier na Atari i deklaruje poprawę od kolejnego numeru. I również od następnego numeru TOP SECRET będzie miał nową szatę graficzną, lepszy papier i mniejszy, poręczniejszy format. No bo rzeczywiście jest większy od standardowego A4 i przez to trochę mniej poręczny. Tak więc zmiany, zmiany…


Z ciekawych artykułów jest wywiad z panią Patricia Hughes, szefową działu sprzedaży kultowej Electronic Arts na rynek niemiecki. Opowiada, jak firma będzie próbowała walczyć z piratami — jeśli organy ścigania nie dają rady, to powołana zostanie specjalna służba detektywistyczna… Hahaha, trochę chyba panią poniosło. Z ciekawszych rzeczy opowiada o polskich lokalizacjach gier, które są w planach, o obniżeniu o prawie 80% cen gier w stosunku do rynku zachodniego, o tym, że wbrew temu, co mówią ludzie, EA nadal tworzy gry na C64. O tym, że część Atarowców przesiada się na ST, Amigę czy Peceta i że sytuacja dotycząca zastosowań tych maszyn się skrystalizowała. Amiga jest królową gier domowych, Atari ST kupuje się głównie do muzy i poligrafii, a PeCet — staje się równorzędnym partnerem do gier. No nie da się ukryć, że to naturalna kolej rzeczy. Artykuł jest częścią relacji z targów Computer Games Show, które odbyły się w warszawskim klubie „Stodoła” w październiku 1991 roku. I rzućcie proszę okiem na fotki, jak to wtedy wyglądało, dosyć biednie, ale klimatycznie.






Podsumowując targi:

  • Widać, że coś drgnęło
  • Niektóre zachodnie firmy chcą z nami rozmawiać
  • 90% oprogramowania jest już tworzona na 16-bitowce
  • Z 8-bitowców mówi się jedynie o C64


Jak już zacząłem od fajnych artykułów i ciekawych rubryk, to największą ciekawostką tego numeru jest rubryka SOS, w której to użytkownicy różnych komputerów wymieniają się kontaktami i szukają kolegów i koleżanek o podobnych zainteresowaniach. Spójrzcie na screen z tej rubryki, są tam podane pełne adresy zamieszkania — dzisiaj przy całej ochronie danych osobowych — coś nie do pomyślenia. Ciekawe czy któryś z tych kolegów nadal mieszka pod wskazanym adresem... Fajnie się na to patrzy. Ale jeszcze fajniejsza jest zabawa w rozszyfrowywanie tych skrótów, np. Andrzej, lat 13… „D3.5, 70, SPORT, ARC, SO, OCZ”. Rozumiem, że ma Amigę, bo rubryka Amigowa, szuka na dyskietkach 3,5’’ gier sportowych i arcade… „70” — to cena? „SO”, „OCZ” — nie wiem, co oznaczają. Ale ogólnie takie dawne papierowe forum. Tak kiedyś było, tak się szukało informacji, jak np. w kolejnym artykule „Z teczki tajniaka”, gdzie kolega Waldemar pyta, czy gry na Atari ST mają lepszą grafikę niż te na Amigę, albo „co powiedzieć hippisom w grze Police Quest”…







No więc teraz, przechodząc do gier, nie będę może opisywał wszystkich, bo jak zawsze zapraszam Was na materiał na YT, w którym przeglądam magazyn strona po stronie i większość z nich albo niektóre odpalam na krótką lub mniej krótką chwilę. Ale powiem o tych najważniejszych, tych z podium i zaraz poza nim.


No więc na miejscu TRZECIM wylądował POWERMONGER od Bullfrog i od nie kogo innego, tylko Petera Molyneuxa — głównego programisty firmy, który stworzył takie hit jak np. Dungeon Keeper, Populous czy Theme Park.
To gra z gatunku „zabawy w Boga”, tylko że tym razem wcielamy się w wygnanego wodza, który chce podbić świat. Na początku można się trochę pogubić w tych wszystkich ikonkach, bo nie wiadomo, co poszczególne oznaczają, ale z opisem w ręku można pomalutku ogarnąć temat, zaatakować wioskę, nakarmić ludzi, zwerbować do armii, wynaleźć coś, wysłać szpiega, zawiązać pakt itd. I już słupek miodności pnie się do góry. Naprawdę bardzo fajny tytuł, na długie godziny zabawy.





Miejsce DRUGIE — bezapelacyjnie SECRET OF MONKEY ISLAND — genialna przygodówka od Rona Gilberta i ekipy LUCASFILM. To jest kwintesencja prawdziwej przygodówki typu point & click z dawnych lat. Piękna grafika, rysowane lokacje, piękna ścieżka dźwiękowa i świetna historia podszyta rewelacyjnym humorem — w to trzeba zagrać. Jakaś magia bije od tej gry. Wcielamy się w znaną przynajmniej ze słyszenia każdemu graczowi postać Guybrusha Treepwooda, ambitnego młodzieńca, który przybywa na Karaibską wyspę Mêlée Island i chce zostać prawdziwym piratem. Jako ciekawostkę dodam, że lokacje w grze są inspirowane prawdziwymi miejscami i gdzieś tam na grupie fanów gry można natrafić na zdjęcia robione w miejscu znanym z gry. Gra jest na mojej kupce wstydu i koniecznie muszę ukończyć tą przygodę. Powiem Wam, że pograłem chwilę, zagadałem w tawernie z jednym, z drugim piratem, później wlazłem do kuchni, kiedy nie było kucharza, wrzuciłem jakieś mięcho do gara… Wyszedłem przez drzwi na molo i wpatrywałem się w gwiaździste niebo odbijające się w oceanie… Coś pięknego.






No i na miejscu PIERWSZYM — jedna z moich ulubionych i najważniejszych gier lat młodości — CENTURION.
I tutaj muszę Wam wspomnieć o polskiej wersji tej gry, a raczej fanowskim spolszczeniu, które wpadło mi w ręce. W zasadzie to tylko taką wersję miałem i nie pamiętam już skąd. Prawdopodobnie od kumpla z bloku obok, bo zawsze kiedy myślę o tej grze, kiedy wracam do niej, to widzę ten 4-klatkowy blok, tą konkretną klatkę i to mieszkanie kumpla na parterze. Wracając do tej wersji, pamiętam, że na samym początku, jak gra się wczytywała i wyświetlał się ten ekran Workbencha, to była tam informacja o autorach spolszczenia i o ile dobrze pamiętam, był tam podany jakiś adres w Sosnowcu. I chłopaki coś tam pisali o szkole, coś w stylu „idźcie (albo nie) do szkoły”, ale tego dokładnie nie pamiętam i mogło tak nie być. W tłumaczeniu były drobne błędy, ale fajnie się oglądało wstęp do gry i czytało historię Romulusa i Remusa po polsku. Polskich lokalizacji gier praktycznie nie było i fajnie, że zdolni piraci potrafili sami, nieoficjalną drogą, przybliżyć nam fabułę gry. Szacun. Zreszta pewnie domyślacie się jaka była reakcja bajtli z tamtych lat na grę po Polsku. Pamiętam jak się zagrywałem w Centuriona, jak zdobywałem kolejne prowincje starożytnego świata i jak wprowadzałem swoje rządy. Ustalałem podatki, mobilizowałem i uzupełniałem swoje armie, a mieszkańcom miast dla poprawy humoru dostarczałem rozrywkę w postaci np. walk gladiatorów czy wyścigu rydwanów. Pamiętam do dziś, jak w Gladiatorze z Russelem Crowe’em okrutny Kommodus grany przez Joaquina Phoenixa decydował o losie pokonanego, wystawiając kciuk w górę lub w dół… Tutaj też mogliśmy decydować o losie przegranego. Były jeszcze przed walkami pertraktacje z przywódcami najechanych prowincji. Często nie chcieli z nami rozmawiać, więc „GO TO WAR” i wtedy ustalaliśmy szyk i taktykę, i nasze wojska ścierały się na polu bitwy, a my mogliśmy obserwować fajnie animowane jednostki i częściowo wpływać na przebieg bitwy. Pamiętam jeszcze jedną rzecz, która mnie bardzo smuciła. Otóż w mojej wersji przy próbie budowy floty gra się zawieszała. Niestety jakiś bug, może przez to spolszczenie, nie wiem, ale robiłem sobie nadzieję, że bez floty też da się wygrać. Niesamowity tytuł i poluję na jego oryginał.







Poza podium muszę krótko wspomnieć o kilku fajnych grach, zasługujących na wyróżnienie. Są to:


MYTH — bardzo fajna platformówka z fabułą przenoszącą nas w krainy od piekieł, przez starożytną Grecję, Skandynawię czy Egipt. Pięknie animowane postacie, świetnie wyglądające tła, masa cieszących oko efektów, zaskakujący bossowie na pół ekranu, kilka broni do wyboru i uwaga! Mieczem możemy kościotrupom obcinać łby, niczym w Barbarianie.







GODS — kolejna, bardzo fajna platformówka, z oprawą rodem z mitów greckich. Mamy poziomy naszpikowane pułapkami, zapadniami i odrażającymi istotami. Typowa amigowa solidna platformówka.






No i 2 tytuły na ZX SPECTRUM:

COMBAT LYNX — symulator śmigłowca, zobaczcie sami jak Speccy daje radę i jak pięknie generowany jest trójwymiarowy teren.

REBEL — uwaga, spróbuję jak w „WALDIKO” — opis gry: "mały czołg ustawia lustra".





Jest też jeden gniot, który mnie wkurzył niemiłosiernie, ale po szczegóły zapraszam do filmu…




No i to by było na tyle tych wspomnień, reszta na screenach i na YT, gdzie Was serdecznie zapraszam.
Mój kiosk z retro jest otwarty przez całą dobę, tak więc wpadajcie po wspomnienia i dzielcie się Waszymi w komentarzach.


Miłego weekendu Wam życzę.

Wasz Bajtel 💾

Share:

Komoda & Amiga – co nowego w K&A plus? RoboGems, kulisy redakcji i retro spotkanie

     Ostatnio miałem okazję spotkać się z Komkiem — redaktorem naczelnym magazynu Komoda & Amiga. Wpadł do mnie pewnego popołudnia i jak to zwykle bywa… skończyło się na długich rozmowach o starych czasach, grach i retro sprzęcie 😊

Przy okazji nagraliśmy aż trzy odcinki. Ten, który widzicie poniżej, to rozmowa o tym, co nowego pojawi się w nadchodzącym numerze K&A plus, a także kilka ciekawostek i zakulisowych historii z życia redakcji.

Komek zdradził trochę szczegółów na temat jubileuszowego, 30. numeru magazynu oraz opowiedział o nowych i aktualnych wydaniach gier związanych z Komodą i Amigą.

Nie mogło też zabraknąć grania — w moje ręce trafiła gra RoboGems, którą od razu sprawdziliśmy w praktyce. Prosta zasada, rywalizacja na czas i zbieranie klejnotów, ale przy tym naprawdę sporo emocji i dobrej zabawy. Takie gry pokazują, że retro wciąż żyje i potrafi wciągnąć na długie minuty.


W kolejnych materiałach pojawią się jeszcze dwa odcinki z naszego spotkania — jeden poświęcony grom od widzów na Amigę, a drugi wspólnemu przeglądowi 29. numeru magazynu Komoda & Amiga.

Jeśli interesują Was kulisy powstawania magazynu, nowe wydania gier i trochę retro klimatu — zapraszam do oglądania 👇



Jak zawsze — dzięki, że jesteście, oglądacie i wspólnie wracamy do tych klimatów.

Pozdrawiam
Bajtel

Share:

SECRET SERVICE 29 (listopad 1995) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

SeriaGry z SECRET SERVICE

Magazyn: SECRET SERVICE

Numer: 29
Data wydania: listopad 1995

Moje TOP 3 z numeru: ZEEWOLF, TYRIAN, PHANTASMAGORIA

 #kioskzretro

SECRET SERVICE 29

    Kolejny przystanek w naszym kiosku retro — tym razem Secret Service nr 29 z listopada 1995 roku.


Pakujcie się do wehikułu czasu i ruszamy w dawne lata, do listopada roku 1995. Wtedy to ukazał się 29. numer znanego już nam wszystkim i wychwalanego pod niebiosa (całkiem zasłużenie) magazynu SECRET SERVICE.

Ostatnio coraz częściej nocami, kiedy już wszyscy śpią, staram się wracać do tych wspomnień — do tych gier i do tych chwil spędzonych na osiedlu. Próbowałem sobie przypomnieć ten numer i kiedy tylko na okładce zobaczyłem tytuł PHANTASMAGORIA — już byłem w domu. Pamiętam, jak zachwycałem się tą grą i tymi screenami. Zresztą chyba wszyscy się zachwycali i chcieli w nią zagrać.






Ja już wtedy miałem peceta, ale bez napędu. Ale nawet gdybym miał napęd, to raczej skopiowanie siedmiu płyt nie wchodziłoby w grę — tak samo jak kupno oryginału. Dwie bariery nie do przeskoczenia. Jedno i drugie rozwiązanie zbyt drogie…

No więc mogłem się jedynie gapić na screeny i wyobrażać sobie kogoś, kto mógł wtedy dostąpić tego zaszczytu i odpalić ten horror z prawdziwymi aktorami wcielającymi się w postacie w grze. W zasadzie to gra filmowa — mamy renderowane tła, po których poruszają się prawdziwi aktorzy, a pomiędzy to wplecionych jest sporo przerywników filmowych. Podobno obfituje w brutalne i krwawe sceny. Zresztą sam widok gilotyny i uwięzionej na krześle głównej bohaterki mrozi krew w żyłach.




Tak jak pisałem w poprzednim poście i jeszcze jakiś czas temu — mam jej oryginał, który dostałem od brata. Super sprawa, coś, co było kiedyś poza moim zasięgiem. Tylko uwaga! Wtedy nie mogłem zagrać… i teraz też nie mogę, bo komp za dobry, hahaha. Na szczęście jest GOG, gdzie kupiłem grę za niecałe 40 zł, a całość odpala się w DOSBOXIE, więc nie muszę się męczyć z konfiguracją.






Jestem na samym początku gry, więc jeszcze nie wiem, jaka jest straszna. Myślałem, że będzie numerem jeden tego przeglądu, ale nie… Ląduje na trzeciej pozycji, bo to jednak był hit i kontrowersja SIERRY.


Przejdźmy do miejsca drugiego i do pewnej rubryki, o której zupełnie zapomniałem. Nazywa się KRUSTY CLUB i jak autor podkreśla, opisuje w niej szybkie, fajne i przyjemne gry dla odetchnięcia od jakichś ważnych zadań — tak na 15 minut.




Omijałem tę rubrykę z daleka, bo raczej takie gry mnie nie interesowały. Ja lubię przecież duże tytuły, a nie jakieś tam malutkie, pisane na kolanie. Oj, jak żem się pomylił. 🙂

Są tam dwie gry, które wymiatają, jedna trochę mniej i pewnie kilka fajnych, których w ogóle nie uruchomiłem. Ale idąc po kolei.

ABUSE — platformówka ze sterowaniem klawiaturą i myszą, podobnie jak w amigowym WALKERZE (tak mi się skojarzyło). Biegamy jakimś komandosem wyglądającym jak cyborg po korytarzach jakiejś bazy i walimy z różnych „ganów” w przeciwników. Są nimi nawet ALIENy.





Czyli taka platformowa strzelanka, ale bardzo efekciarska i bardzo grywalna. Mamy drabiny, windy, jakieś przejścia, dodatkowe power-upy, nowe zdolności jak szybkie bieganie, do tego pięknie animowane wybuchy i siła ognia, którą dosłownie czuć. Można też zagrać na dwóch, jak za dawnych czasów — pamiętacie? Jeden ogarnia chodzenie, a drugi celuje i pruje z karabinu. Bardzo fajna gra.





Jednak to, co mnie pozamiatało i sprawiło, że chciałem ze strychu znosić telewizor kineskopowy i budować automat arcade, to gra TYRIAN. Scrollowana do góry kosmiczna strzelanina z piękną grafiką i równie piękną paralaksą — chodzi o kilkuplanową grafikę pod nami. Wszystko pięknie animowane, no i te wybuchy.

Na początku wybrałem standardową rozgrywkę i tak latałem, ale coś mało było tych power-upów, które ulepszyłyby moją broń. Za drugim razem wybrałem tryb ARCADE i to, co się działo na ekranie, przerosło moje wszelkie oczekiwania. To był teatr błysków, wybuchów i laserów. Nawet nie wiedziałem, że mogę strzelać jednocześnie z tylu broni. I wtedy właśnie wjechał po całości klimat salonów gier.

Ta gra jest mega grywalna, nie można się od niej oderwać. Bardzo podobna do amigowego, świetnego Battle Squadron, tylko że dziesięć razy lepsza. Nie wiem, ale przepadłem przy tej grze. I ten właśnie tytuł ląduje u mnie na drugim miejscu.




A co na pierwszym? A na pierwszym, pomimo tych technologicznych pecetowych fajerwerków, hybryd filmowo-growych albo growo-filmowych, królowa jest tylko jedna — AMIGA.

Bo zaraz na początkowych stronach magazynu opisywana jest nieznana mi wcześniej gra ZEEWOLF od nieznanej mi również firmy BINARY ASYLUM. Patrzę na podsumowanie — jest napisane: 1 MB AMIGA, 1 dyskietka. No więc odpalam ją na mojej THE A500 MINI i oprogramowaniu AGS, na liście którego znajduję ten tytuł. Jest informacja, że to wersja na kości ECS, a nie AGA.

No więc odpalam i po chwili oczom nie wierzę. Widzę wektorowy model helikoptera i trójwymiarowy teren. Przechylam joystick w lewo i w prawo, żeby zobaczyć, jak mój śmigłowiec się zachowuje — i już po chwili sterowanie opanowane.




W rogu mam małą mapkę, lecę na północ do jakiegoś czerwonego punktu i okazuje się, że to jakiś czołg, który do mnie wali. Puszczam mu serię z działka — część kul trafia w niego, a część w drzewa, które zaczynają płonąć. Jeszcze jedna seria i widzę piękną eksplozję — wróg zdjęty.

Lecę dalej, zdejmuję kolejnego i jeszcze kolejnego i podziwiam pięknie przesuwający się teren i fajnie animowany model helikoptera.

Nie wiem, jak to chodzi na Amidze 500, bo ja uruchamiałem na wspomnianej THE A500 MINI, ale w SS napisali, że są widoczne spowolnienia. Za to na A1200 wszystko działa już płynnie. Piszą też, że przy tak małej mocy obliczeniowej A500, jest ona zdolna przeliczyć niemały kawałek terenu. Więc jest naprawdę dobrze.

I jeszcze wrócę do tej grafiki trójwymiarowej. Wiadomo, że są wektory i o teksturach możemy pomarzyć, ale teren jest tak fajnie zaprojektowany, że daje wrażenie, jakby był teksturowany. Wiecie, jak to często jest w amigowych symulatorach — jeden wielki prostokąt wypełniony jednym kolorem i lecimy nad nim pół godziny… Tu jest dużo fajniej.

Idąc dalej — naciskam ENTER (albo spację, już nie pamiętam) i wyświetla się panel z celami misji, uzbrojeniem, dużą mapą i — uwaga — z naszą pomniejszoną sceną, na której dalej rozgrywa się akcja, więc dalej gramy. Mniejsze okno — większa płynność, wiadomo.

Nie mogłem nie ukończyć pierwszej misji, przechodzę do drugiej i spełnia się moje marzenie z gier z helikopterami — ląduję po „ludzików”, a dokładniej ratuję ich i zabieram na pokład helikoptera. Pamiętam, jak zawsze mi się to podobało i czekałem na taką możliwość, żeby zlecieć niżej, spuścić linę i wciągnąć chłopaków.

Podsumowując — dla mnie tytuł numeru, bez dwóch zdań.





Co do reszty — na moim czwartym miejscu, kawałek za PHANTASMAGORIĄ, jest świetny HI-OCTANE od BULLFROG, zrobiony na silniku MAGIC CARPET. Świetnie się ściga i strzela do przeciwników. Bardzo efekciarska gra, ale jednak postanowiłem umieścić ją tuż poza podium.




Z innych tytułów, które uruchomiłem, jest świetna gra taktyczno-symulacyjna ACROSS THE RHINE. Tylko trzeba spędzić z nią trochę więcej czasu i poznać przynajmniej podstawy wojskowości — np. różnice pomiędzy plutonem, batalionem a kompanią. Fajna powtórka z historii — od lądowania w Normandii po upadek III Rzeszy. Aaaaa, możemy opowiedzieć się po jednej albo po drugiej stronie.





Co jeszcze ciekawego w 29. numerze SS? Masa zapowiedzi gier, które już znamy i które już oceniliśmy. Ale fajnie popatrzeć i poczytać, jak redaktorzy zachwycają się tytułem, który ma się dopiero ukazać, który jest zachwalany ze wszystkich stron przez autorów i który ma być wielkim hitem. I często tak było, ale równie często bywało trochę gorzej, kiedy szumne zapowiedzi weryfikowała rzeczywistość i gracze.

Gulash zachwyca się MORTAL KOMBAT 3, który według niego jest hitem nad hitami i napisze o nim więcej już w kolejnym numerze, tak więc szykujcie się.






Jest gruba wkładka KGB, ze sporą ilością ciekawych artykułów, pomocnych tipsów czy savegamerów. Są tam też zarąbiste fanowskie komiksy i reklamy sklepów sprzedających pecety. Rzućcie okiem na screeny — jakie konfiguracje ile wtedy kosztowały.








Jest opis STAR TREKa, którego jakoś nie czuję, choć pisaliście, że to świetna przygodówka i pewnie tak jest. Są Fatality do PRIMAL RAGE, artykuł, a w zasadzie pogadanka o powstawaniu gry Phantasmagoria — „Fantasmagoria czy kabaret” — rozmawiają Piotr Mańkowski i Jacek Marczewski.

Są testy kart dźwiękowych i artykuł o 3DO — konsoli, której do teraz nie poznałem. Jest tam też ciekawostka o poziomie wiedzy, a raczej jej braku wśród przedstawicieli pewnych wielkich firm. Na przykład SONY nie wiedziało o produkcie pod nazwą PlayStation, czujecie to? A PHILIPS odżegnywał się od czegoś takiego jak płyta CD.

Tak więc jak widzicie — oficjalnie Polska znajdowała się na szarym końcu wszechświata. Ale na szczęście byli pasjonaci, były sklepy i giełdy komputerowe. I tam byli na czasie z technologią.






Jest jeszcze opisywany fajny symulator, który pamiętam, że był mocną konkurencją dla Flight Simulatora — a mówię tutaj o produkcji firmy LOOKING GLASS o nazwie FLIGHT UNLIMITED.

No i poza tym jest świetny artykuł o MANDZE. Opisuje genezę całego zjawiska, całej kultury i wyjaśnia pojęcia z nim związane. Pamiętacie te mangowe okładki, które uwielbiał Pegaz Ass?




Tak więc tyle wspomnień i moich przemyśleń, jeśli chodzi o ten numer. Nie da się nie zauważyć, że technologia idzie do przodu — wszystko zmierza w kierunku pecetów i napędów CD, a niestety także w stronę objętości tych gier, niekoniecznie idących w parze z jakością.

Bo popatrzcie na takiego amigowego ZEEWOLFA, który dla mnie jest perełką tego numeru.





To tyle. Więcej przemyśleń podczas gameplayów w nowym odcinku, który już wskoczył na kanał. A tutaj, dla tych którzy wolą słowo pisane i tych którzy lubią oglądać wycinki, fragmenty z gazet i screeny z gier — wrzucam kilka zdjęć.






Jak zawsze życzę Wam miłego weekendu i z chęcią przeczytam Wasze historie z tamtych lat.

Pozdrawiam Was serdecznie.

Bajtel.

#kioskzretro




    



Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

SABOTEUR po 40 latach – nowe wydanie na ZX Spectrum (po polsku, na kasecie)

SABOTEUR! Platforma: ZX SPECTRUM Autor: Clive Townsend Wydanie: NRG Studio, 2025      Są gry, które pamiętamy nie dlatego, że spędziliśmy pr...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.