Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Retro Prasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Retro Prasa. Pokaż wszystkie posty

SECRET SERVICE 29 (listopad 1995) – gry, które pamiętamy #kioskzretro

SeriaGry z SECRET SERVICE

Magazyn: SECRET SERVICE

Numer: 29
Data wydania: listopad 1995

Moje TOP 3 z numeru: ZEEWOLF, TYRIAN, PHANTASMAGORIA

 #kioskzretro

SECRET SERVICE 29

    Kolejny przystanek w naszym kiosku retro — tym razem Secret Service nr 29 z listopada 1995 roku.


Pakujcie się do wehikułu czasu i ruszamy w dawne lata, do listopada roku 1995. Wtedy to ukazał się 29. numer znanego już nam wszystkim i wychwalanego pod niebiosa (całkiem zasłużenie) magazynu SECRET SERVICE.

Ostatnio coraz częściej nocami, kiedy już wszyscy śpią, staram się wracać do tych wspomnień — do tych gier i do tych chwil spędzonych na osiedlu. Próbowałem sobie przypomnieć ten numer i kiedy tylko na okładce zobaczyłem tytuł PHANTASMAGORIA — już byłem w domu. Pamiętam, jak zachwycałem się tą grą i tymi screenami. Zresztą chyba wszyscy się zachwycali i chcieli w nią zagrać.






Ja już wtedy miałem peceta, ale bez napędu. Ale nawet gdybym miał napęd, to raczej skopiowanie siedmiu płyt nie wchodziłoby w grę — tak samo jak kupno oryginału. Dwie bariery nie do przeskoczenia. Jedno i drugie rozwiązanie zbyt drogie…

No więc mogłem się jedynie gapić na screeny i wyobrażać sobie kogoś, kto mógł wtedy dostąpić tego zaszczytu i odpalić ten horror z prawdziwymi aktorami wcielającymi się w postacie w grze. W zasadzie to gra filmowa — mamy renderowane tła, po których poruszają się prawdziwi aktorzy, a pomiędzy to wplecionych jest sporo przerywników filmowych. Podobno obfituje w brutalne i krwawe sceny. Zresztą sam widok gilotyny i uwięzionej na krześle głównej bohaterki mrozi krew w żyłach.




Tak jak pisałem w poprzednim poście i jeszcze jakiś czas temu — mam jej oryginał, który dostałem od brata. Super sprawa, coś, co było kiedyś poza moim zasięgiem. Tylko uwaga! Wtedy nie mogłem zagrać… i teraz też nie mogę, bo komp za dobry, hahaha. Na szczęście jest GOG, gdzie kupiłem grę za niecałe 40 zł, a całość odpala się w DOSBOXIE, więc nie muszę się męczyć z konfiguracją.






Jestem na samym początku gry, więc jeszcze nie wiem, jaka jest straszna. Myślałem, że będzie numerem jeden tego przeglądu, ale nie… Ląduje na trzeciej pozycji, bo to jednak był hit i kontrowersja SIERRY.


Przejdźmy do miejsca drugiego i do pewnej rubryki, o której zupełnie zapomniałem. Nazywa się KRUSTY CLUB i jak autor podkreśla, opisuje w niej szybkie, fajne i przyjemne gry dla odetchnięcia od jakichś ważnych zadań — tak na 15 minut.




Omijałem tę rubrykę z daleka, bo raczej takie gry mnie nie interesowały. Ja lubię przecież duże tytuły, a nie jakieś tam malutkie, pisane na kolanie. Oj, jak żem się pomylił. 🙂

Są tam dwie gry, które wymiatają, jedna trochę mniej i pewnie kilka fajnych, których w ogóle nie uruchomiłem. Ale idąc po kolei.

ABUSE — platformówka ze sterowaniem klawiaturą i myszą, podobnie jak w amigowym WALKERZE (tak mi się skojarzyło). Biegamy jakimś komandosem wyglądającym jak cyborg po korytarzach jakiejś bazy i walimy z różnych „ganów” w przeciwników. Są nimi nawet ALIENy.





Czyli taka platformowa strzelanka, ale bardzo efekciarska i bardzo grywalna. Mamy drabiny, windy, jakieś przejścia, dodatkowe power-upy, nowe zdolności jak szybkie bieganie, do tego pięknie animowane wybuchy i siła ognia, którą dosłownie czuć. Można też zagrać na dwóch, jak za dawnych czasów — pamiętacie? Jeden ogarnia chodzenie, a drugi celuje i pruje z karabinu. Bardzo fajna gra.





Jednak to, co mnie pozamiatało i sprawiło, że chciałem ze strychu znosić telewizor kineskopowy i budować automat arcade, to gra TYRIAN. Scrollowana do góry kosmiczna strzelanina z piękną grafiką i równie piękną paralaksą — chodzi o kilkuplanową grafikę pod nami. Wszystko pięknie animowane, no i te wybuchy.

Na początku wybrałem standardową rozgrywkę i tak latałem, ale coś mało było tych power-upów, które ulepszyłyby moją broń. Za drugim razem wybrałem tryb ARCADE i to, co się działo na ekranie, przerosło moje wszelkie oczekiwania. To był teatr błysków, wybuchów i laserów. Nawet nie wiedziałem, że mogę strzelać jednocześnie z tylu broni. I wtedy właśnie wjechał po całości klimat salonów gier.

Ta gra jest mega grywalna, nie można się od niej oderwać. Bardzo podobna do amigowego, świetnego Battle Squadron, tylko że dziesięć razy lepsza. Nie wiem, ale przepadłem przy tej grze. I ten właśnie tytuł ląduje u mnie na drugim miejscu.




A co na pierwszym? A na pierwszym, pomimo tych technologicznych pecetowych fajerwerków, hybryd filmowo-growych albo growo-filmowych, królowa jest tylko jedna — AMIGA.

Bo zaraz na początkowych stronach magazynu opisywana jest nieznana mi wcześniej gra ZEEWOLF od nieznanej mi również firmy BINARY ASYLUM. Patrzę na podsumowanie — jest napisane: 1 MB AMIGA, 1 dyskietka. No więc odpalam ją na mojej THE A500 MINI i oprogramowaniu AGS, na liście którego znajduję ten tytuł. Jest informacja, że to wersja na kości ECS, a nie AGA.

No więc odpalam i po chwili oczom nie wierzę. Widzę wektorowy model helikoptera i trójwymiarowy teren. Przechylam joystick w lewo i w prawo, żeby zobaczyć, jak mój śmigłowiec się zachowuje — i już po chwili sterowanie opanowane.




W rogu mam małą mapkę, lecę na północ do jakiegoś czerwonego punktu i okazuje się, że to jakiś czołg, który do mnie wali. Puszczam mu serię z działka — część kul trafia w niego, a część w drzewa, które zaczynają płonąć. Jeszcze jedna seria i widzę piękną eksplozję — wróg zdjęty.

Lecę dalej, zdejmuję kolejnego i jeszcze kolejnego i podziwiam pięknie przesuwający się teren i fajnie animowany model helikoptera.

Nie wiem, jak to chodzi na Amidze 500, bo ja uruchamiałem na wspomnianej THE A500 MINI, ale w SS napisali, że są widoczne spowolnienia. Za to na A1200 wszystko działa już płynnie. Piszą też, że przy tak małej mocy obliczeniowej A500, jest ona zdolna przeliczyć niemały kawałek terenu. Więc jest naprawdę dobrze.

I jeszcze wrócę do tej grafiki trójwymiarowej. Wiadomo, że są wektory i o teksturach możemy pomarzyć, ale teren jest tak fajnie zaprojektowany, że daje wrażenie, jakby był teksturowany. Wiecie, jak to często jest w amigowych symulatorach — jeden wielki prostokąt wypełniony jednym kolorem i lecimy nad nim pół godziny… Tu jest dużo fajniej.

Idąc dalej — naciskam ENTER (albo spację, już nie pamiętam) i wyświetla się panel z celami misji, uzbrojeniem, dużą mapą i — uwaga — z naszą pomniejszoną sceną, na której dalej rozgrywa się akcja, więc dalej gramy. Mniejsze okno — większa płynność, wiadomo.

Nie mogłem nie ukończyć pierwszej misji, przechodzę do drugiej i spełnia się moje marzenie z gier z helikopterami — ląduję po „ludzików”, a dokładniej ratuję ich i zabieram na pokład helikoptera. Pamiętam, jak zawsze mi się to podobało i czekałem na taką możliwość, żeby zlecieć niżej, spuścić linę i wciągnąć chłopaków.

Podsumowując — dla mnie tytuł numeru, bez dwóch zdań.





Co do reszty — na moim czwartym miejscu, kawałek za PHANTASMAGORIĄ, jest świetny HI-OCTANE od BULLFROG, zrobiony na silniku MAGIC CARPET. Świetnie się ściga i strzela do przeciwników. Bardzo efekciarska gra, ale jednak postanowiłem umieścić ją tuż poza podium.




Z innych tytułów, które uruchomiłem, jest świetna gra taktyczno-symulacyjna ACROSS THE RHINE. Tylko trzeba spędzić z nią trochę więcej czasu i poznać przynajmniej podstawy wojskowości — np. różnice pomiędzy plutonem, batalionem a kompanią. Fajna powtórka z historii — od lądowania w Normandii po upadek III Rzeszy. Aaaaa, możemy opowiedzieć się po jednej albo po drugiej stronie.





Co jeszcze ciekawego w 29. numerze SS? Masa zapowiedzi gier, które już znamy i które już oceniliśmy. Ale fajnie popatrzeć i poczytać, jak redaktorzy zachwycają się tytułem, który ma się dopiero ukazać, który jest zachwalany ze wszystkich stron przez autorów i który ma być wielkim hitem. I często tak było, ale równie często bywało trochę gorzej, kiedy szumne zapowiedzi weryfikowała rzeczywistość i gracze.

Gulash zachwyca się MORTAL KOMBAT 3, który według niego jest hitem nad hitami i napisze o nim więcej już w kolejnym numerze, tak więc szykujcie się.






Jest gruba wkładka KGB, ze sporą ilością ciekawych artykułów, pomocnych tipsów czy savegamerów. Są tam też zarąbiste fanowskie komiksy i reklamy sklepów sprzedających pecety. Rzućcie okiem na screeny — jakie konfiguracje ile wtedy kosztowały.








Jest opis STAR TREKa, którego jakoś nie czuję, choć pisaliście, że to świetna przygodówka i pewnie tak jest. Są Fatality do PRIMAL RAGE, artykuł, a w zasadzie pogadanka o powstawaniu gry Phantasmagoria — „Fantasmagoria czy kabaret” — rozmawiają Piotr Mańkowski i Jacek Marczewski.

Są testy kart dźwiękowych i artykuł o 3DO — konsoli, której do teraz nie poznałem. Jest tam też ciekawostka o poziomie wiedzy, a raczej jej braku wśród przedstawicieli pewnych wielkich firm. Na przykład SONY nie wiedziało o produkcie pod nazwą PlayStation, czujecie to? A PHILIPS odżegnywał się od czegoś takiego jak płyta CD.

Tak więc jak widzicie — oficjalnie Polska znajdowała się na szarym końcu wszechświata. Ale na szczęście byli pasjonaci, były sklepy i giełdy komputerowe. I tam byli na czasie z technologią.






Jest jeszcze opisywany fajny symulator, który pamiętam, że był mocną konkurencją dla Flight Simulatora — a mówię tutaj o produkcji firmy LOOKING GLASS o nazwie FLIGHT UNLIMITED.

No i poza tym jest świetny artykuł o MANDZE. Opisuje genezę całego zjawiska, całej kultury i wyjaśnia pojęcia z nim związane. Pamiętacie te mangowe okładki, które uwielbiał Pegaz Ass?




Tak więc tyle wspomnień i moich przemyśleń, jeśli chodzi o ten numer. Nie da się nie zauważyć, że technologia idzie do przodu — wszystko zmierza w kierunku pecetów i napędów CD, a niestety także w stronę objętości tych gier, niekoniecznie idących w parze z jakością.

Bo popatrzcie na takiego amigowego ZEEWOLFA, który dla mnie jest perełką tego numeru.





To tyle. Więcej przemyśleń podczas gameplayów w nowym odcinku, który już wskoczył na kanał. A tutaj, dla tych którzy wolą słowo pisane i tych którzy lubią oglądać wycinki, fragmenty z gazet i screeny z gier — wrzucam kilka zdjęć.






Jak zawsze życzę Wam miłego weekendu i z chęcią przeczytam Wasze historie z tamtych lat.

Pozdrawiam Was serdecznie.

Bajtel.

#kioskzretro




    



Share:

TOP SECRET 7 (październik/listopad 1991) – gry, które pamiętamy

 SeriaGry z TOP SECRET

Magazyn: TOP SECRET

Numer: 7
Data wydania: październik/listopad 1991
Moje TOP 3 z numeru: SimCity, Silent Service 2, F15 Strike Eagle 2



„W tamtym kiosku mogą mieć Top Secret”. Taki oto obrazek wita nas zaraz obok spisu treści na początku kultowego magazynu. Znowu czas powspominać, zapisać trochę historii, no bo lata lecą, pamięć już nie ta co kiedyś, no a "papier" nawet ten wirtualny, powinien dłużej pamiętać. A że te retro historie są piękne, bo w nich zaklęta jest też jakaś cząstka naszego młodzieńczego życia, no to koniecznie trzeba o nich przypomnieć. Dzisiaj nie będę Was zamęczał. Będzie krótko, ale myślę, że bardzo klimatycznie i jak zawsze nostalgicznie.


 No więc lecimy — a w zasadzie Wy lecicie, bo ja niestety nie kupowałem. Może kilka numerów, ale na pewno nie tych takich, można powiedzieć, wiekowych. Teraz mam okazję, żeby to wszystko nadrobić.

Tak więc przed Wami kolejna porcja wspomnień. Październik i listopad roku 1991 i Top Secret nr 7. Pamiętacie pewnie, jakie hity były opisywane w poprzednim numerze — i tu też takich nie zabrakło, choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest trochę gorzej. Ale to tylko złudzenie.






Kiedy wszedłem na pokład łodzi podwodnej i wystrzeliłem kilka torped, które trafiły w namierzone cele w grze Silent Service 2, kiedy zasiadłem za sterami myśliwca F-15 Strike Eagle II i zestrzeliłem kilka wrogich maszyn, i wreszcie kiedy zbudowałem swoje małe miasto „RetroCity” w kultowej grze SimCity… To już nie miałem wątpliwości, że to kolejny świetny numer, prezentujący następne niezapomniane tytuły, z których grywalność i dzisiejsza nostalgia wręcz wylewają się z ekranu.








Przy okazji udało się zapoznać w przeglądarkowym emulatorze z grami na konsolę Atari Lynx, która jest opisywana w tym numerze, i powiem Wam, że jeśli to tak fajnie wygląda na prawdziwej konsoli, to czapki z głów. Trzeba będzie gdzieś upolować Lynxa. I tutaj przypomina mi się historia z dawnych lat, kiedy syn sąsiada z osiedla przyniósł mojemu tacie do naprawy chyba właśnie Lynxa. Niestety sprzęt był totalnie martwy, a dostępność schematów czy pomoc wujka Google — albo w ogóle dostępność Internetu — była jak życzenie wypowiadane do złotej rybki.





Co tam jeszcze ciekawego w tym numerze? Jak zawsze stałe i świetne rubryki z tipsami i trikami, jakieś listingi w kodzie maszynowym do dorabiania żyć w Rambo III i The Goonies, czy fajne, techniczne wstępy do symulatorów. Aaaa, no i nie można zapomnieć o Ricku Dangerousie i jego ciekawej historii — skąd się w ogóle wziął i kto był jego ojcem. Niezłe jaja. Nie można też nie wspomnieć o pięknych mapach, po których jeździliśmy palcami na przerwach w szkole podstawowej — i na lekcjach zresztą też.







Na samym początku jest też artykuł o maszynach zwanych VENTURER, czyli o tzw. symulatorach doznaniowych. Pamiętacie może, jak w dużych miastach stały takie kabiny, jakby wycięte dzioby z samolotów pasażerskich, ustawione na platformach z siłownikami hydraulicznymi? I to się wszystko ruszało, trzęsło, a ze środka dochodziła muzyka. Ja nie miałem okazji w takim siedzieć, ale pamiętam, że w Katowicach przed „Skarbkiem” coś takiego stało. W środku wyświetlano jakiś film — przeważnie wyścig Formuły 1 czy lot myśliwcem. Teraz można mieć takie coś w domu i jeszcze sterować, a nie tylko oglądać… Ale wtedy to było coś.





Tak więc przegląd 7. numeru Top Secret uważam za zamknięty. Dajcie znać, w co Wy w tamtych czasach graliście i jakie macie wspomnienia z tego okresu. Jak zwykle wrzucam kilka screenów, na YT ląduje nowy film, a ja zbieram się z bajtlami na ferie.


Do zobaczenia po powrocie. Trzymajcie się.
Wasz Bajtel.





Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

SABOTEUR po 40 latach – nowe wydanie na ZX Spectrum (po polsku, na kasecie)

SABOTEUR! Platforma: ZX SPECTRUM Autor: Clive Townsend Wydanie: NRG Studio, 2025      Są gry, które pamiętamy nie dlatego, że spędziliśmy pr...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.