DEAD SPACE (2008) - sci-fi pełną parą i moja kupka wstydu #1. Przepadłem na dobre na pokładzie USG ISHIMURA

Dead Space (2008) - jaka ta gra jest dobra! Moja kupka wstydu #1 

DEAD SPACE (2008) - XBOX 360 (Game Pass XBOX series X/S). Wrażenia z pokładu USG ISHIMURA. 

Retrobajtel prawie w kosmosie

USG ISHIMURA

Eksploracja kosmosu, opuszczona stacja kosmiczna i obce formy życia czyli sci-fi pełną parą i moja kupka wstydu którą powoli staram się odkopywać. Grę kupiłem kilka lat temu, a w zasadzie wiele lat temu i miałem w nią zagrać na mojej PS3 ale jakoś tak się złożyło, że nigdy do tego nie doszło. Leżała i leżała i tylko kurz się na niej zbierał... I tak zostało niestety do dziś. Ale ostatnio odpaliłem sobie znowu game passa na którym znalazłem wersję na XBOX'a 360 czyli tą stara wersję z 2008 roku, wydaną przez Visceral Games. Z uwagi na subskrypcję - grę mam za darmo, gdzieś z tyłu głowy info o remake'u którym wszyscy się podobno zachwycają, więc mówię sobie - spróbuję. I spróbowałem...

Potwory przypominają mi te z filmu The Thing

Wszedłem w ten świat i przepadłem. Po kilkudziesięciu minutach grania zastanawiałem się jak ta gra może być jeszcze lepsza. Jak bardzo grywalny musi być ten remake skoro pierwotna wersja jest tak dobra.

Zacząłem poznawać historię i powoli wsiąkać w ten świat...

Te przestrzenie, te lokacje!

Mamy tutaj statek górniczy ISHIMURA którego celem jest eksploracja kosmosu w poszukiwaniu złóż surowców naturalnych na obcych planetach i przetransportowanie ich na ziemię gdzie owych surowców już dawno brakuje. Wszelkie złoża paliw kopalnianych i minerałów zostały wyeksploatowane. Ziemia stała się jałowa. Wspomniany statek wydobywczy zwany był również "łamaczem planet" z uwagi na wykorzystywaną nowoczesną technologię wydobycia. ISHIMURA bardzo przysłużył się społeczeństwu. Miał na koncie 34. udane łamania czyli misje wydobywcze... 35. misja miała być jego ostatnią przed udaniem się na zasłużoną emeryturę. Jednak tak się nie stało... Bo życie w kosmosie bywa brutalne...


Przecinak daje radę

Kroimy nekromorfy

Na ISHIMURZE radio zamilkło, ze statku zdążył dolecieć tyko sygnał wzywający pomocy. Nasza przygoda zamienia się z początku w misję ratunkową żeby później zamienić się w piekło. Zmierzamy statkiem USG Kellion w kierunku ISHIMURy...

Wcielamy się w Isaaca Clarke`a, inżyniera który ma naprawić ISHIMURę, przywrócić łączność i uruchomić statek. Nasz bohater zdecydował się na tą misję bo na statku przebywała też jego dziewczyna Nicole – oficer medyczny po której słuch również zaginął. Mamy też kilka osób z Kelliona. Pomaga nam Kendra Daniels, technik komputerowy, która udziela nam wskazówek i szef ochrony Zach Hammond, któremu Kendra nie ufa.


Isaac Clarke - człowiek bez twarzy

Na miejscu okazuje się, że statek jednak nie jest opuszczony ale nie ma tam też ludzi, przynajmniej nie takich jak sobie ich wyobrażamy. Ludzie zostali przemienieni w Nekromorfy, stworzenia które pragną jedynie naszej śmierci. Później dowiadujemy się, że na odległej planecie odkryto dziwny artefakt który jest odpowiedzialny za to co wydarzyło się na statku.  Prawdopodobnie pod działaniem wspomnianego artefaktu ludzie wpadli w histerię, zaczęli popełniać samobójstwa i wzajemnie się mordować. 


Ciemne, ciasne korytarze które przemierzamy

Z początku bałem się grać w tą grę po moim pierwszym kontakcie z grą Alien Isolation ale po czasie okazuje się, że diabeł nie taki straszny, a przygoda mocno wciąga bo zagłębiając się w historię dowiadujemy się rzeczy od których włos się jeży na głowie (ale nie u mnie bo nie mam włosów).

Mamy tutaj wątek wiary, boga, a raczej fanatyzmu religijnego. Ludzie stworzyli kult wokół tajemniczego artefaktu i kościół unitologii którego wyznawcy zaczęli wierzyć, że przemiana w nekromorfa to swego rodzaju zmartwychwstanie i życie po śmierci i że wszystko co wydarzyło się na ISHIMURZE jest wolą boga. Bo żeby zmienić się w nekromorfa człowiek musi najpierw umrzeć i tylko martwe ciała zostają przemienione właśnie w stworzenia które mocno przypominają mi te z filmu The thing. Podobno artefakt generuje fale elektromagnetyczne które po pierwsze doprowadzają do wspomnianych samobójstw, a po drugie potrafią przemienić martwe już ciała. Dodatkowo na statku pojawia się jakaś organiczna, mięsna narośl która również infekuje martwe tkanki...


A za szybą stwór się czai...


Idąc dalej odkrywamy spisek na najwyższym szczeblu. Okazuje się, że były kapitan statku Benjamin Mathius również był członkiem kościoła unitologii i wyznawcą tego szalonego kultu. Ostatnia misja ISHIMURY miała drugie dno, nie chodziło o wydobycie, chodziło o odnalezienie właśnie wspomnianego artefaktu i przetransportowanie go na pokład. Pod przykrywką misji wydobywczej kapitan realizował wspólnie z kilkoma wysokimi rangą oficerami swój cel. Oni gdzieś mieli to całe wydobycie. Chcieli zbadać tajemnice ludzkiego pochodzenia, tego gdzie zmierzamy itd, tylko jakim kosztem... 


Fanatyzm religijny wszedł im za mocno

No i tak po krótce wygląda ta historia. Obecnie jestem w 7-mym rozdziale z 12. Nie mogę się oderwać. Ciekaw jestem samego zakończenia. Masa pozytywnych wrażeń i przede wszystkim  frajdy z grania, bo grywalność jest na najwyższym poziomie. Same lokacje, laboratoria, ciemne korytarze, rampy, otwarte przestrzenie z wyłączoną grawitacją w których lewitujemy - wszystko pięknie wygląda. Urządzenia które uruchamiamy jak np silniki odrzutowe czy ogromne turbiny robią wrażenie. Walka z wrogami jest efektowna i daje sporo frajdy, postacie są świetnie animowane. Używając naszej podstawowej broni - piły plazmowej, przynajmniej na początku, pozbawiamy przeciwników kończyn.  Z ciekawostek mogę powiedzieć, że Dead Space pobił rekord pod względem animacji śmierci głównego bohatera – było ich aż 30.



Sterownia statku?

Nekromorf w całej okazałości


Broń którą możemy posiadać (nie znam jeszcze wszystkich rodzajów):

- piła plazmowa, rozpruwacz, karabin pulsacyjny, miotacz ognia.

Dodatkowe specjalne właściwości naszego kombinezonu:

STAZA – umożliwia nam spowalnianie przedmiotów

KINEZA – możemy podnosić przedmioty, rzucać nimi, przesuwać

Dead Space, a w zasadzie ISHIMURA jest naszpikowana technologią


Po drodze napotykamy co jakiś czas specjalne stanowiska warsztatowe w których możemy ulepszyć naszą broń zbierając specjalne "węzły. Mamy też sklepik z magazynem w którym możemy kupić, sprzedać lub zostawić nadmiarowe przedmioty. Mamy też stanowiska do zapisu gry. Są one dosyć gęsto rozstawione więc nie ma obawy, że będziemy musieli jakiś kawał etapu przerabiać od początku.

Grę polecam wszystkim miłośnikom sci-fi i horrorów. Polecam też zapoznać się nie tylko z grami ale i z całym uniwersum Dead Space'a które jest naprawdę bogate. 


Laboratoria które odwiedzamy

Płonie statek


Gry:

Dead Space (2008)

Dead Space Ignition – komiks + minigierki

Dead Space Extraction

Dead Space 2

Dead Space 3

Dead Space (2011) – mobilny

Dead Space (2023) – prawdopodobnie pretendent do gry roku.











DEAD SPACE (2023) - podobno ogień!


Książki:

Dead Space - Martyr

Dead Space - Catalyst



Komiks:

Dead Space Salvage



Horrory animowane:

Dead Space Downfall

Dead Space Aftermatch





Link do posta w którym jeden z kolegów zestawił tytuły z uniwersum DS.

http://nikogoforum.pl/topic/5351-dead-space-uniwersum/

Ja tymczasem ponownie zanurzam się w świat  DEAD SPACE. Kończy SP9RBL - bez odbioru. Cześć.

#deadspace #deadspaceuniwersum #deadspaceksiążki #isaacclarke #retrobajtel

Zapraszam również do obejrzenia skrótu z moich 6-ciu czy tam 7-miu godzin spędzonych na pokładzie USG ISHIMURA.










Share:

ZX Spectrum i kierownica (Formula 1 Simulator) - retro ciekawostki #1

Formuła 1 Simulator - ZX Spectrum (1984 Spirit Software, 1985 Mastertronic).

Gra została wydana 2 razy na różne platformy 8 bitowe (Commodore 16, Plus/4, Commodore 64, Amstrad CPC, MSX) i przede wszystkim na ZX Spectrum 48k i 16k.


I nie było by w niej nic niezwykłego gdyby nie zapowiedzi pierwszego wydawcy gry, że za kwotę 8,75GBP gracze otrzymają grę razem z kierownicą nazwaną "Spirit Steering Wheel", która to miała oddawać większy realizm jazdy. Kierownica oczywiście nigdy nie trafiła do użytkowników, no może z kilkoma wyjątkami. Redakcja Crasha o dziwo dostała jeden jej egzemplarz który został momentalnie wyśmiany i określony mianem żółtej popielniczki czy też zakrętki od słoika.


Tematem zainteresowała się policja, gracze pisali listy do redakcji różnych pism, dodatkowo nagłaśniając sprawę. Ale to wszystko na nic. Grę wydało (nie wiem po co) ponownie Mastertronic i we wkładce kasety możemy przeczytać poradę jak samodzielnie wykonać taką "kierownicę" przy użyciu pudełka po taśmie klejącej. Śmiech na sali. Tak przygotowany kontroler kładziemy na górnym rzędzie klawiszy ZX Spectrum'a, kręcimy i cieszymy się dodatkowymi wrażeniami z jazdy.


Gra totalnym crapem może i nie jest ale wkurza przede wszystkim brak animacji kabiny kierowcy. Ręce na kierownicy nawet nie drgną. Mamy 10 odwzorowanych, prawdziwych torów (1 na ZX 16k), do wyboru automatyczną lub manualną skrzynię biegów i mokrą bądź też suchą nawierzchnię. Żeby przejść do właściwego wyścigu musimy ukończyć rundę kwalifikacyjną. Jak ją ukończymy to ścigając się z przeciwnikami, jedno muśnięcie i zaczynamy kwalifikacje od nowa. Słabe to jest, a gra do łatwych nie należy.


Samoróbką "kierownicy" grać się nie da, tą oryginalną której nie ma - pewnie też nie. Ot tak, taka ciekawostka. Gra została raczej słabo oceniona albo średnio słabo z czym się w zupełności zgadzam. 

Moja ocena: 3,5/10 (no może 1 dodatkowy punkt za tą "kierownicę" bo to jednak ciekawostka).







Share:

Turniej rycerski na Commodore - KNIGHT GAMES (1986, C64)

Rycerski turniej czas zacząć!



Na turniej zjechali się rycerze z całego królestwa. Niejeden chciał spróbować swoich sił w konkurencjach w których porażkę można było przypłacić nawet własnym życiem. Przyjechałem i ja choć bardziej z ciekawości niż z chęci rywalizacji. Zobaczyłem dwóch osiłków w zbrojach okładających się najeżonymi kolcami stalowymi kulami, zawieszonymi na łańcuchach. Strach mnie obleciał… Słychać było brzęk stali, trzask pękajacych zbroi i łamanych kości. Na zamkowym dziedzińcu kolejni śmiałkowie stanęli do walki na miecze. W powietrzu błysnęło ostrze wycelowane w przeciwnika który szybko zasłonił się tarczą. Cios był tak silny, że złamał ją na pół. W kolejnej konkurencji topór wbił się w kark nieszczęśnika który padł bezwładnie na ziemię, krew trysnęła… To koniec. Uciekam jak najdalej i chyba znajduję coś dla siebie. Napinam cięciwę, celuję, puszczam i grot strzały wbija się w sam środek tarczy. Cel trafiony, później kolejny i następny. Ma się to oko. Ktoś z górnej loży chyba mnie obserwuje i kiwa głową, czyżbym mu zaimponował swoją celnością? Jutro kolejne potyczki… W sumie władam mieczem całkiem nieźle… może się jednak skuszę…





Knight Games - gra odkryta zupełnie przypadkowo podczas przeglądania innych gier… Wydana w 1986 roku przez English Software, a w US przez Mastertronic. Ukazała się na Amstrada CPC, Commodore 64, a także wyszła w wersji pod DOS’a. 

8 rycerskich dyscyplin w których możemy spróbować swoich sił. Mamy walki na miecze, drewniane pałki, średniowieczne piki, topory, kule z łańcuchami, możemy postrzelać z łuku czy kuszy. To wszystko osadzone w pięknych, różnorodnych lokacjach, w których przygrywa nam średniowieczna muzyka. Pięknie animowani główni bohaterowie, wciągająca rozgrywka, zamki, lasy, klimatyczna muzyka  - normalnie czuć to średniowiecze i klimat tamtych czasów. Gra kojarzy mi się z serialem Robin Hood, emitowanym w każdą niedzielę na TVP3 po telefoniadzie (ciekawe czy ktoś ze śląska pamięta). To były czasy. Znowu można powspominać.







Zachęcam do zagrania bo naprawdę warto. A jak chcecie zobaczyc jak mi poszło w poszczególnych konkurencjach i czy w ogóle przeżyłem - zobaczcie krótki materiał wideo


https://youtu.be/zGvL4apOU4M






Share:

PSX Extreme nr 1 i rok 1997.



PSX Extreme 1 i rok 1997.

Reedycja pierwszego numeru PSX Extreme. Był rok 1997-my. PlayStation już od roku w oficjalnej dystrybucji w Polsce… Firma Lanser za „szaraka” krzyczy sobie kwotę 1600zł czyli dwóch miesięcznych pensji, podczas gdy w Stanach cena konsoli to 299$ czyli ok. 800zł przy kursie 2,70zł. Masakra!!! Kogo było na to stać? A ceny gier? Pamiętam jak dziś kolejki do stolika na giełdzie komputerowej na Gliwickiej w Katowicach gdzie lutowano „mod-chip’y” żeby można było grać z „piratów”. 

Nowe konsole na gwarancji szły pod nóż. 😉 Ale kupowanie oryginalnych gier mogło zrujnować niejednego rodzica. 🤣 Ale każdy marzył o PlayStation, które robiło furorę na całym świecie, kolejne tytuły, kolejne zachwyty. Destruction Derby, Resident Evil, Tekken, Tomb Raider… Takich gier nikt nie robił, takich gier nikt wcześniej nie widział. 




No i pojawia się pierwsze polskie czasopismo o PlayStation żeby dostarczać najswieższe informacje o grach z wielkiego świata. Nowości, recenzje, opisy, tipsy i triki… PSX Extreme staje się kultowym i najpopularniejszym magazynem o „szaraku” w Polsce. Pierwsza siedziba dystrybutora w prywatnym mieszkaniu w bloku w Katowicach… wydawnictwo niedaleko - teraz mieści się tam izba rachunkowa… Wiem bo sprawdziłem. 😉

W pierwszym, chudziutkim numerze wspominają o nadchodzącej drugiej części przygód Lary Croft i jest opis do Resident Evil. Tak! Będę grał z opisem jak za dawnych lat… Dzięki PSX Extreme za tą reedycję, to masa pięknych wspomnień. Pewnie oryginalnego wydania już bym nie zdobył. Tak jak już wspominałem, ja nigdy swojego „pleja” nie miałem ale zawsze się nim interesowałem, znałem  gry, zawsze był gdzieś obok, pożyczony od kumpla, raz w pewną sylwestrową noc, dawno dawno temu. Tak, były fajerwerki - wprost od Sony które wygrało wtedy wszystko! 

Zapraszam na krótki przegląd…









Share:

Kultowe FPS’y z dawnych lat… i DREAD

Dawno, dawno temu kupiłem w kiosku pewien magazyn w którym zobaczyłem screen’y z pewnej gry i nie mogłem w nocy spać… 


A co na tych screenach zobaczyłem?



Zobaczyłem potężnego, cybernetycznego pająka, hordy stworów z piekła rodem, zobaczyłem broń trzymaną przez głównego bohatera… Co to? Piła spalinowa? Tytuł wyrył się w pamięci i pozostanie tam już na zawsze. Zerkam na podsumowanie, wszystko na 100%, recenzenci zachwycają się nową produkcją… Jestem w szoku. Król jest tylko jeden. DOOM. Moje serce pęka… Zapominam o Amidze, chcę mieć PeCet’a… ID SOFTWARE wyznaczyło kierunek rozwoju fps’ów, pozostawiając konkurencje daleko w tyle… A czy wtedy była jakaś konkurencja? Jaki tytuł przebił DOOM’a?


Wyobrażałem sobie, że uruchamiam tą grę u siebie na Amidze 500. Miałem nadzieję, że może jednak wyjdzie na mój sprzęt, że w tym podsumowaniu recenzji, gdzieś tam obok PC będzie widniała moja „przyjaciółka”… Że jednak Amiga jest w stanie ją udźwignąć. Mogłem jedynie marzyć i zapomnieć… Na skrót FPS dzisiaj już nie reaguję tak żywiołowo jak prawie 30 lat temu, kiedy to pewien gość o nazwisku Carmack pozamiatał wszystko co do tej pory widziałem na ekranie monitora… Oczywiście widziałem wcześniej Wolfensteina 3D i miałem nawet okazję zagrać po godzinach na komputerach w redakcji pewnej gazety w której pracował mój tata. Jasne, że mi się podobała ale jakoś wielkiego szoku wtedy nie przeżyłem. Dopiero kolejne dzieło ID Software kazało mi się powoli żegnać z Amigą i prosić rodziców o PeCet’a do „nauki” bo niby rodzice już wszystkim powoli kupują… 


No i doczekałem się blaszaka, ograłem kultowego DOOM’a i kolejne tytuły FPS które ukazywały się coraz częściej. John Carmack do dzisiaj jest moim idolem i pomimo tego, że obecnie jest wiele świetnych silników 3D i wielu świetnych programistów, to jednak był to prekursor, odkrywca, który przetarł pewne ścieżki…


I wiecie czego niedawno się dowiedziałem? Że jednak Amiga jest w stanie udźwignąć taki silnik 3D. Tak… DREAD - polski FPS śmiga na gołej 500-tce z 500kB ram’u. 😮 Whow! Wygląda jak DOOM. Tak… Jest taki jeden zdolny programista Krzysiek „KK / ALTAIR” który opracował rewolucyjny silnik 3D na Amigę.


To Polski John Carmack… tylko, że lepszy… bo Carmack miał łatwiej bo kodował na „blaszaku”, a Krzysiek nie. Krzysiek zrobił coś co prawie 30 lat temu mi się tylko śniło. 😉 


Jak te gry się rozwijały na przestrzeni lat? Jak je postrzegamy dzisiaj? Czy miłość do nich nadal płonie? Czy ograniczenia sprzętowe Amigi były rzeczywiście tak poważną barierą dla fps’ów? Cofnijmy się na chwilę do tamtych czasów…


Zapraszam na nasze pogadanki, tym razem o kultowych fps’ach. 




Share:

ZX Spectrum i silnik 3D „Freescape” z 1987-go (Castle Master)


 ZX Spectrum i silnik 3D „Freescape” z 1987-go (Castle Master)






Ostatnio odpaliłem sobie na Spectrum’ie dwie oryginalne gry które pożyczył mi kolega Rafik, którego piękną kolekcję przeglądaliśmy z kumplami na Retro Fusion jakiś czas temu. Pierwsza z gier to znana mi już wcześniej z C64 strzelanka 1943, druga to tajemniczo wyglądająca (z oględzin pudełka) gra Castle Master. Oba wydania pięknie się prezentują - kolorowe wkładki, opisy, książeczki, zapowiedzi innych gier… a jak się prezentują same gry w akcji? 1943 - szału ni ma ale nie jest źle… Latamy, strzelamy, zbieramy power-up’y, niszczymy kolejnych wrogów, później mamy jakiegoś bosika, niszczymy go itd. Zresztą odsyłam Was do materiału wideo. 



Ale to co najważniejsze to małe wielkie odkrycie gry Castle Master, a dokładnie silnika 3D „Freescape” z 1987-go, na którym to ta gra została zrobiona… Tak, silnik ma 35 lat, a pierwszą grą która go wykorzystywała był Driller - do sprawdzenia oczywiście. Na silniku hulał też Total Eclipse w którego to miałem okazję zagrać na C64 - ale tam to jakoś wszystko wolniej chodziło - w końcu ZX Spectrum ma procek 3,5MHz’a, a C64 nie. 😉 

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Freescape


Ostatnio słyszałem i widziałem postępy prac nad Doom’em na ZX Spectrum… I kto by pomyślał, że takie rzeczy się jeszcze pojawią na 8-bitowe sprzęty… wiecznie żywe sprzęty. I oby jak najdłużej. 

A co do samej fabuły Castle Mastera? Jest klimat! Mamy stary zamek, eksplorujemy komnaty, zbieramy i używamy przedmiotów, unikamy pułapek, a wszystko to oglądamy z perspektywy pierwszej osoby. Gra jest rozbudowana co już widać po obszernej instrukcji. Coś pięknego! 







Zapraszam też do obejrzenia materiału wideo. 

https://youtu.be/RcklC4yl5a0











Share:

Czasy VHS’ów i piratów wideo


Magnetowid Sanyo i giełdy wymiany kaset wideo.



  Dobrze pamiętam i miło wspominam czasy VHS’ów.  Pierwsze odtwarzacze, najpierw oczywiście pożyczone od sąsiada albo przywiezione przez wujka z Niemiec, później już własne, magnetowidy, odtwarzacze z możliwością nagrywania, z tunerem TV i różnymi wymyślnymi funkcjami. U nas pierwsze „wideo” było marki Sanyo. Co niedzielę, niedaleko naszej podstawówki działała giełda wymiany kaset. Chodziło się i wymieniało filmami. Chodziliśmy z mamą bo to ona była i do dzisiaj jest miłośniczką kina. Często to co się przynosiło z giełdy nie zawsze było tym czym miało być, często nawet zdarzało się przynieść z giełdy niemiecki film przyrodniczy opisany jako amerykański hit ze Stevenem Seagalem. 😂Pamiętam te teksty przy wymianie i strach, że nie będą chcieli mojego filmu: „a na jakich rolkach? Metalowych czy plastikowych?”. Otwierało się kasety i sprawdzało, te metalowe niby lepsze… Dziś mam wątpliwości, hehe… 


Sony 4-głowicowy z funkcją long play i wypożyczalnie kaset.

  Później kupił magnetowid Sony, 4-głowicowy z funkcją Long Play. Kurde można było kilka filmów zmieścić na kasecie. Jak giełdy już nie było to latało się do wypożyczalni kaset wideo. Tych było kilka na osiedlu, w jednej nawet mieli PeCeta i grali w gry - chyba to była Megalomania albo UFO, nie pamiętam… Ale ja wtedy już marzyłem o „blaszaku”, a miałem Amigę 500. Kaset z wypożyczalni nie dało się skopiować bo obraz na przemian się zjaśniał i ściemniał. No ale w Elektronice Praktycznej był schemat „ściemniacza wideo”, można było go złożyć z kitu AVT i po problemie… No i czytało się później „To & Owo” - tam też było kilka wynalazków do „poprawy” jakości obrazu… ale to już były czasy telewizji satelitarnej…


Aaaaaa i najważniejsze - FILMY! Bo czasy VHS’ów to czasy kultowych filmów które mocno wpłynęły na moje postrzeganie świata. 😂 Robocop, Predator, Alien, Egzorcysta, Lalkarz… Zresztą, co będę pisał, zapraszam na nasze wieczorne pogawędki o tych właśnie pięknych i wyjątkowych czasach. 




Share:

Amiga 600 z uszkodzonym IDE - Tata naprawia

   Amiga 600 - tata naprawia.

 Jakiś czas temu trafiła do mnie kultowa Amiga 600. Jako dzieciak miałem tą wielką przyjemność, że po pierwszym komputerze jakim był ZX Spectrum, rodzice kupili mi Amigę 500. I to były chyba najpiękniejsze dla mnie czasy. To odkrywanie kolejnych gier, te wyprawy na giełdę komputerową na Gliwicką w Katowicach, te zachwyty grafiką i technologicznymi możliwościami Amigi, to było coś.

Później coraz więcej kumpli już miało swoje "przyjaciółki"  i w sumie lepsze od mojej, bo to już były Amigi 600, Amigi 1200...

Po jakimś czasie, a w zasadzie po wielu latach jeden z kolegów pożyczył mi swoją Amigę 600. W tym samym czasie udało się odzyskać moją starą, oryginalną Amigę 500 i dodatkowo kupiłem od kumpla z roboty 2 C64 (również moja wielka miłość, marzyłem ale nie posiadałem) i jedną Amigę 500.

Ale wracając do tej 600-tki. Początki były trudne. Brak obrazu i niedziałająca stacja dysków. Sprzęt poszedł na warsztat do taty który w pierwszej kolejności zrekonstruował poprzerywane ścieżki drukowane... Tak, elektrolit z kondensatorów i ząb czasu mocno nagryzły połączenia obwodów i uniemożliwiły prawidłowe działanie komputera.




Kolejną rzeczą była wymiana wspomnianych kondensatorów czyli tzw. "recap". To sprawiło, że obraz na nowo się pojawił. Jednak stacja dysków nadal nie czytała. Kolejny kondensator do wymiany i wszystko wróciło do normy. Trochę powczytywałem z dyskietek i trochę się nacieszyłem piękną Amigą...

Jakiś czas później kumpel sprzedał mi rozszerzenie pamięci (nakładane na procesor) i adapter dysku twardego z możliwością podłączenia karty CF. Fajna sprawa. W ogóle muszę tu wspomnieć, że pomimo pewnych problemów związanych z niekompatybilnością kickstart'ów między A500 i A600 - nowsza Amiga miała większe możliwości rozbudowy. Kontroler dysku twardego, PCMCIA... A poza tym fajnie wyglądała... i wygląda dalej.


No to zamontowaliśmy rozszerzenie i kontroler dysku. Pamięć wykryło, dysku NIE...
Hmmmmm, kombinacje ze zworkami, wymianą kickstart'ów nic nie dały. Zakładałem, że problemem mogą znowu być przerwane połączenia drukowane zaraz przy złączu IDE.

Sprzęt wylądował z powrotem u Taty. Ten dokonał cudu bo już dzień później zadzwonił do mnie, że wszystko działa. No i tak też było. Tata pomierzył wszystko i naprawił kolejne przerwane ścieżki które trzeba było "puścić" inną drogą...






Radości nie było końca kiedy po włączeniu komputera, Amiga wystartowała z dysku.
Tata to jest jednak mega fachowiec pomimo tego, że nie jest jakimś specem od Amig. Ale w życiu zdarzyło mu się już naprawiać chyba wszystko, od zwykłej suszarki, przez magnetowid VHS, kamerę, radia które często przestrajał, tunery satelitarne, aż po komputery takie jak wspomniana Amiga 600.

Zapraszam również do obejrzenia materiału w którym możecie zobaczyć warsztat taty i tatę w akcji. :-)




Share:

Jeśli wojny to tylko w grach... (#stopwar #stayforukraine)


 #stopwar #staywithukraine #retroloversforukraine #commodore64forukraine #retrobajtel #jesliwojnytotylkowgrach #waronlyingames

40 bytes for Ukraine...

Nigdy więcej wojny!

Wolna Ukraina. 🇺🇦

Jeśli wojny to tylko w grach, filmach, książkach…    

Niestety… Kiedy wojska chorego człowieka (nie wiem, czy jeszcze można nazwać go człowiekiem) zaatakowały Ukrainę, a niedługo później zajęły elektrownię w Czarnobylu i miasto Pripyat, nie mogłem w to uwierzyć… Brat powiedział mi, że to wygląda jak scenariusz z gry, że to się chyba nie dzieje naprawdę. Szok! Od razu przypomniał mi się świetny STALKER i zdolne Ukraińskie studio GSC Game World, które pracuje obecnie nad jego kolejną częścią. Na swojej stronie wydali oświadczenie i zachęcają do wspierania Ukraińskiej armii… Nadal trudno mi w to wszystko uwierzyć… ale mam nadzieję i wierzę, że mimo wszystko skończy się to dobrze, a koledzy w spokoju ukończą STALKER’a… A wtedy my wszyscy, wolni i bezpieczni, będziemy mogli przemierzać te niebezpieczne światy, a jeśli przyjedzie nam bać sie lub cierpieć z powodu wojny - to tylko w grze… nigdy naprawdę… 

„Through pain, death, war, fear and inhuman cruelty, Ukraine will persevere. 
As it always does!” 🇺🇦✌️

#stopwar #staywithukraine #gscgameworld

https://youtu.be/nAB6ohm6mh8







Share:

Szukaj na blogu:

Ostatnie posty

Polecany post

SABOTEUR po 40 latach – nowe wydanie na ZX Spectrum (po polsku, na kasecie)

SABOTEUR! Platforma: ZX SPECTRUM Autor: Clive Townsend Wydanie: NRG Studio, 2025      Są gry, które pamiętamy nie dlatego, że spędziliśmy pr...

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.